Pewnie powinienem powiedzieć, że tak, ale zaskoczę pana – nie, bo miałem dwa więcej pracy niż wtedy, gdy byłem zdrowy.
U mnie to jest tak, jak już pauzuję to chodzę często na siłownię, pracuje nad masą mięśniową i tak dalej. To że mam rozwaloną nogę nie znaczy, że mam siedzieć z założonymi rękami
i narzekać na swój los. Ja tak nie umiem.
Ma pan rację, nie powinienem pauzować aż tyle czasu. Ktoś w klubie nie popisał się przy mojej rehabilitacji, ale nie chcę już nic więcej na ten temat mówić.
Ależ ja rozmawiałem z profesorem! Zawsze omawiam z nim swoje urazy, ufam mu jak nikomu innemu. Tyle że w Borussii kazano mi wykonywać zupełnie inne ćwiczenia od tych, które zaproponował
Wielkoszyński. Co miałem zrobić? Przecież nie mogłem przeciwstawić się swoim pracodawcom.
No, z tej strony na to nie patrzyłem, ale fakt, ma pan rację.
Pudło, wszyscy są w dobrych humorach. Dlaczego? Bo awansowaliśmy do półfinału Pucharu Niemiec. A stąd już tylko mały kroczek do wywalczenia europejskiej kwalifikacji. Oj, pan redaktor nie
przygotował się do rozmowy.
Wierzę, że po kontuzji zacznę regularnie grać. Florian Kringe i Marc Kruska, którzy mogą występować na mojej pozycji, to dobrzy piłkarze, ale nie wirtuozi. Jestem w stanie wygryźć ich
ze składu.
Jestem zadowolony z tego, co dotychczas pokazałem. Ja wiem, że ludzie spodziewali się po mnie więcej. W sparingach strzelałem gole, zaliczałem mnóstwo asyst, więc każdy myślał, że w
lidze będzie podobnie. Dziennikarze Kickera uznali mnie za drugi najlepszy zakup lata, po Franku Riberym. Myśleli, że będę niemal polskim Leo Messim. Tymczasem rywale zaczęli zwracać na mnie
podwójną uwagę. Miałem ciężko. Ale dawałem sobie radę. Grałem nieźle. A wiosną będę już grał bardzo dobrze. Zaspokoję oczekiwania fanów.
To się nie zdarzy. Znam swoją wartość. Wiem, że jestem dobry. Na tyle, by występować w pierwszym składzie reprezentacji. Nie usiądę na ławce. Podejmę rywalizację z Wojtkiem i wygram ją.