Zuzanna Mazurek: Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do myśli, że jadę na igrzyska. Trudno mi nawet uwierzyć, że pobiłam rekord Polski, który od prawie ośmiu lat należał do Oli Miciul. A przepowiedział mi go sam tata Oli, trener Jacek Miciul, który przygotowywał mnie do startu na mistrzostwach Polski. Zdaję sobie sprawę, że kwalifikacja na igrzyska zobowiązuje mnie do ciężkiej pracy, że nie mogę zawieść. Ale najpierw muszę w to wszystko uwierzyć.
Na ostatnim nawrocie, po 150 m, spojrzałam kątem oka na tablicę wyników i zdałam sobie sprawę, że jest szansa na rekord. Popłynęłam więc tak, jakby od tego miało zależeć moje życie. Spojrzałam na zegar i pomyślałam, że to chyba minimum, ale uwierzyłam dopiero wtedy, gdy wypowiedział to spiker. I natychmiast się rozpłakałam. Zresztą płakali wszyscy – trenerzy, koleżanki. Wzruszył się też mój tata, który jeszcze do zeszłego roku był moim trenerem, i mama, też trenerka pływania. To ona na Boże Narodzenie życzyła mi, żebym pojechała do Pekinu.
Wyściskała mnie też Paulina Barzycka, która miasła 17 lat, gdy wystartowała na igrzyskach. Cieszę się, że dołączam do tak szacownego grona.
Nie wiem, jak to zrobiłam, bo dotychczas nie miałam sukcesów w sprincie. Brak mi siły właściwej krótkodystansowcom. Ale radość czyni cuda. Po zwycięstwie na 200 m nie mogłam spać do drugiej, a mimo to wstałam wypoczęta i bez problemu wygrałam tę setkę.
Przecież najpierw muszę w ten Pekin uwierzyć. Na razie koncentruję się na młodzieżowych mistrzostwach świata w Meksyku. Chociaż nie wiadomo, czy tam pojadę. Polski Związek Pływacki ma zdecydować, czy będę trenować razem z kadrą.