Był jedynym Polakiem startującym w tegorocznym Tour de France. Dwa razy próbował nawet efektownych ucieczek, ale peleton na kilka kilometrów przed metę zawsze go doganiał. Marcin Sapa twierdzi mimo to, że spełnił swoje marzenie. Dojechał do mety legendarnego wyścigu.
Sapa zajął w TdF 146. miejsce i stracił do zwycięzcy - Hiszpana Alberto Contadora - 3:41.46.
" Przecież debiutowałem w imprezie kolarskiej, która trwa aż trzy tygodnie. To tak długi wyścig, że właściwie nie bardzo pamięta się jego początek. Wszyscy mają dosyć makaronów. Przecież w ciągu całego wyścigu jadłem z nim ponad 40 posiłków. Na razie nie mogę na niego patrzeć" - opowiada szczęśliwy Polak.
Sapie zdarzały się mniejsze lub większe kryzysy. " Trochę za późno zjadłem batony energetyczne i miałem wielki kryzys na początku podjazdu" - wspomina.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl