Gortat spiął się z przypadkowym przechodniem
Gortat jakiś czas temu zasłynął brakiem znajomości tabliczki mnożenia. Mężczyzna, który zaczepił go na ulicy chyba chciał dokuczyć byłemu koszykarzowi. Przypadkowy przechodzień nagranie, w którym wystąpił on i Gortat zamieścił w sieci.
6x7? - I co nagrywasz? Haha Gortat chce bić ludzi po tym jak ktoś się zapyta o 6x7 XDDD Niesamowity dzban - napisał mężczyzna.
Gortat przedstawił swoją wersję wydarzeń
Nagranie szybko stało się "hitem internetu". Filmik powoli dobija do 800 tysięcy wyświetleń. Nic więc dziwnego, że zareagował na niego Gortat. Były koszykarz NBA wydał oświadczenie, a którym opisał swoją wersję całego zdarzenia.
Odnosząc się do krążącego w sieci filmiku, chcę przedstawić swoją wersję wydarzeń. Nagranie nie pokazuje całej sytuacji ani tego, co ją poprzedziło.
Wracałem do domu ze śpiącym dzieckiem, kiedy zostałem zaczepiony przez mężczyznę, który poprosił mnie o zdjęcie. Odpowiedziałem: „Przepraszam, dziecko mi śpi, nie mogę teraz, spieszę się do domu” - opisuje Gortat.
Najwyraźniej moja odmowa mu się nie spodobała, bo usłyszałem: „A ile to jest 7 razy 9, pajacu?”. Odwróciłem się i z uśmiechem zapytałem: „A ty znasz twierdzenie Pitagorasa?”.
Wtedy nastąpił fragment, którego zabrakło w przedstawionej przez niego relacji. Usłyszałem, że mam „wypierdalać” z tego miejsca, bo on mieszka tam całe życie. Dodał też, że „dobrze mi radzi”, żebym się przeprowadził.
W tym momencie zatrzymałem się i podszedłem do niego, żeby wyjaśnić, co ma oznaczać taka wypowiedź. Dopiero wtedy wyciągnął telefon i zaczął nagrywać. Dalszy ciąg widać na filmie.
Rozumiem, że jako osoba publiczna spotykam się z zainteresowaniem. Mam jednak prawo odmówić zdjęcia, szczególnie gdy wracam do domu ze śpiącym dzieckiem. Taka odmowa nie usprawiedliwia wyzwisk ani zastraszania.
Słowa tego mężczyzny odebrałem jako groźbę. Nie ma mojej zgody na takie zachowanie wobec mnie i mojej rodziny - zakończył Gortat.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
