"Celtowie" zagrali bez uskarżającego się na kontuzję prawego nadgarstka Rajona Rondo. Na dodatek meczu nie ukończył Ray Allen, który doznał urazu lewej kostki.

Reklama

Wśród pokonanych wyróżnił się John Wall - 27 punktów, dziesięć zbiórek i siedem asyst. Stołeczni zawodnicy w 16 spotkaniach zanotowali zaledwie dwie wygrane.

Nadal nie wiedzie się drużynie Toronto Raptors. W niedzielę przegrała ósmy raz z rzędu, tym razem na wyjeździe z Los Angeles Clippers 91:103. Z dorobkiem 4-13 jest "czerwoną latarnią" Atlantic Division.

W ekipie gospodarzy, która ponownie wystąpiła bez kontuzjowanego Chrisa Paula, brylowali: Blake Griffin (18 pkt), Mo Williams (17), DeAndre Jordan (16 i tyle samo zbiórek) oraz Chauncey Billups (14). Najskuteczniejszy z 19 punktami w zespole gości był Leandro Barbosa.

Inny klub z Miasta Aniołów, wicelider Pacific Division - Lakers musiał uznać we własnej hali wyższość Indiana Pacers (96:98). Szali zwycięstwa na korzyść "Jeziorowców" nie przechylił Kobe Bryant, który nie trafił za trzy punkty na 3,5 s przed końcową syreną. Łącznie Bryant uzyskał 33 pkt. Złamania kości nosowej w zderzeniu z nim w pierwszej kwarcie doznał Roy Hibbert, ale po opatrzeniu przez lekarza powrócił na boisko.

Po raz drugi z rzędu z wyjazdowego sukcesu cieszyli się koszykarze Milwaukee Bucks. W niedzielę zwyciężyli nieoczekiwanie 91:82 Miami Heat, bez kontuzjowanego Dwyane'a Wade'a. Do wygranej Bucks przyczynili się zwłaszcza Brandon Jennings (23 pkt) i Ersan Ilyasova (16). Jak zwykle zawodnikiem numer jeden w drużynie z Florydy był LeBron James. Zdobył 28 punktów i miał 13 zbiórek. Heat z dorobkiem 11-5 są trzecim zespołem Southeast Division. Ich rywale (6-9) zajmują identyczną lokatę w Central Division.