W dwóch pierwszych meczach, rozegranych w San Antonio, Grizzlies doznali upokarzających porażek. Najpierw ulegli różnicą 32 punktów (74:106), a następnie 26 (68:94). Przed własną publicznością spisali się znacznie lepiej, jednak by odnieść zwycięstwo to nie wystarczyło.

Na początku czwartej kwarty gospodarze nawet wygrywali 73:70, ale w tym momencie przytrafiły im się ponad cztery minuty przestoju, w trakcie którego nie zdobyli nawet punktu. Spurs wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca.

Najlepszy w zwycięskiej ekipie był Kawhi Leonard, który zdobył 32 punkty. Kilka dni temu 24-letni skrzydłowy po raz drugi z rzędu został uznany najlepszym obrońcą w NBA. Leonard pokazał, że na ten tytuł w pełni zasługuje, popisał się pięcioma blokami i czterema przechwytami.

Wśród pokonanych wyróżnili się Zach Randolph - 20 punktów i 11 zbiórek oraz Matt Barnes - 17 punktów i 11 zbiórek.

Spotkanie w Detroit miało podobny przebieg. Pistons długo toczyli wyrównaną walkę, ale ostatnie minuty należały do faworyzowanych Cavaliers. Na niespełna cztery minuty przed końcem meczu "Tłoki" przegrywały zaledwie 90:92, jednak później zdobyły jeszcze tylko punkt.

W drużynie z Cleveland znów świetnie zagrała "Wielka Trójka". Kyrie Irving zdobył 26 punktów, LeBron James uzyskał 20 punktów i 13 zbiórek, a Kevin Love 20 punktów i 12 zbiórek.

Nasza gra jest teraz bardzo płynna. Kiedy jesteśmy na parkiecie, każdy dokładnie zna swoją rolę. Wiemy czego chcemy dokonać zarówno indywidualnie, jak i jako zespół - powiedział James.

Dla pokonanych najwięcej punktów - 18 - zdobył Kentavious Caldwell-Pope.

W piątek zmniejszyć stratę udało się natomiast koszykarzom Boston Celtics. Po dwóch wyjazdowych porażkach z ekipą Atlanta Hawks, u siebie wygrali 111:103. W szeregach gospodarzy nie do zatrzymania był Isaiah Thomas, który skończył mecz z dorobkiem 42 punktów. Wśród "Jastrzębi" najlepszy był Jeff Teague - 23 punkty.

Czwarte spotkania w tych parach zaplanowano na niedzielę, w tych samych halach.