Anwil jest ostatnio "w gazie". Mistrzowie Polski w Lidze Mistrzów FIBA pokonali faworyzowany hiszpański zespół San Pablo Burgos, a w sobotę zwyciężyli na wyjeździe w ekstraklasie Stal Ostrów Wlkp. po rzucie za trzy punkty w ostatnich sekundach Chase'a Simona. Jednak nawet i bez tych wyników włocławski obiekt wypełniłby się w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia do ostatniego miejsca, bo kibice z tego miasta od lat udowadniają, że są jednymi z najbardziej fanatycznych w lidze.

Reklama

"W naszej hali znów będzie znakomita atmosfera. Pokazujemy od dawna, że koszykówka może przyciągać komplet widzów, a nasi kibice są najlepsi na świecie. Mam świadomość, że dla wszystkich mecz w tak szczególnym czasie to wyzwanie, ale już rok temu pokazaliśmy świetną dyspozycję w świątecznym pojedynku ze Stelmetem" - podkreślił prezes Anwilu Arkadiusz Lewandowski.

Dla niego i sztabu szkoleniowego świąteczny mecz ma sporo plusów. Po pierwsze to dobra promocja dyscypliny, klubu, a także gratka dla fanów. Ci po dwóch dniach spędzonych przy stołach chętnie wybiorą się na dłuższy spacer i spalą kalorie dopingując swych ulubieńców. Trenerzy nie muszą martwić się o rytm zawodników i o to, że przez święta za dużo zjedzą bądź wyjadą za granicę i... już nie wrócą, co zdarza się lub zdarzało w wielu zespołach w różnych dyscyplinach.

Koszykarz Anwilu zapewniają, że pomimo nieco leniwej i świątecznej atmosfery jak zawsze zostawią na parkiecie serca, ale zwracają też uwagę na pewne mankamenty tego pomysłu. Mieszane uczucia ma np. podkoszowy Krzysztof Sulima.

"Nie mamy zbyt wiele wolnego, bo w Wigilię rano trenujemy, a w Boże Narodzenie zajęcia mamy w samo południe. Nie ma więc nawet możliwości dalszego wyjazdu. Wszyscy muszą zostać na miejscu. Jakoś sobie jednak trzeba radzić. Do wielu z nas po prostu przyjadą rodziny. Wiem, że zawodnicy zagraniczni umawiają się także na wspólne obchodzenie świąt" - powiedział PAP Sulima.

Jak podkreślił, czasu dla rodziny nikt jednak zawodnikom nie odda i raczej byłby za zmianą terminarza tak, aby żaden klub nie musiał grać 26 grudnia.

"Jesteśmy coraz starsi. Nasi rodzice są coraz starsi, podobnie dziadkowie. Może być potem tak, że im dalej w las, to nawet nie będzie czego wspominać. Nie jestem więc zadowolony, że to akurat my gramy ten mecz, ale nie jestem też malkontentem i podchodzę do swoich obowiązków profesjonalnie. Okolicznościowe spotkanie całej drużyny jest organizowane zwykle jeszcze przed świętami, bo w same święta do każdego z nas przyjeżdżają rodziny i chcemy złapać z nimi chociaż godziny, jeżeli nie możemy dni" - dodał koszykarz Anwilu.

Reklama

Dodał, że do obcokrajowców w Anwilu rodziny w trakcie sezonu przylatują "rotacyjnie". Z racji odległości są to przyjazdy na kilka tygodni bądź miesiąc, więc pozwala to redukować tęsknotę za najbliższymi.

Sulima zresztą obchodzi Święta Bożego Narodzenia dwa razy, bo jest wyznania prawosławnego.

"Moje święta będę obchodził we Francji, bo akurat będziemy grać mecz w Lidze Mistrzów FIBA. Jestem już jednak do tego przyzwyczajony. Rok temu drugie święta obchodziłem u mojej żony w Zielonej Górze. Teraz zorganizowaliśmy to tak, że w grudniu spotkamy się wszyscy znów w Zielonej Górze, więc w święta będę w trasie, żeby być we Włocławku na treningach" - wspomniał.

Nadmienił też, że zarówno on, jak i jego koledzy zrobią wszystko, żeby w czwartek wygrać z Arką.

Kapitan mistrzów Polski Szymon Szewczyk przyznał, że dla niego, jako zawodnika, lepiej byłoby grać w innym terminie.

"Wolałbym ten czas spędzić z rodziną i mieć troszeczkę wolnego. Sezon jest długi i każda chwila, gdy można poświęcić czas najbliższym i zasiąść przy stole bożonarodzeniowym czy wigilijnym jest dla mnie bardzo ważna. Rodzina przez cały sezon jest na drugim miejscu i fajnie byłoby, żeby chociaż w okresie świątecznym było inaczej" - wskazał Szewczyk.

Zaznaczył jednak, że doskonale rozumie reguły profesjonalnej koszykówki, która ma sponsorów i bazuje na transmisjach telewizyjnych.

"Ludzie chcą coś robić w drugi dzień świąt, bo ile razy można oglądać +Kevina samego w domu+ czy +Samych swoich+ - z całym szacunkiem dla tych produkcji, bo sam je bardzo lubię. Zapewniam, że w tym meczu nie będzie świątecznej formy, bo mamy z Arką wiele rachunków do wyrównania. Pamiętamy, że rok temu przegrywaliśmy z nimi w serii play off już 0-2, ale odwróciliśmy losy rywalizacji na 3-2. Ten mecz będzie małą namiastką play off. Naszych wspaniałych kibiców z Włocławka nie trzeba szczególnie do hali zapraszać" - zakończył Szewczyk.