Dziennik Gazeta Prawana logo

Legia Warszawa mistrzem Polski. Na ten tytuł stolica czekała 56 lat

22 czerwca 2025, 20:44
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Legia Warszawa mistrzem Polski. Po raz ósmy w historii
Legia Warszawa mistrzem Polski. Na ten tytuł stolica czekała 56 lat/PAP
Koszykarze Legii Warszawa zdobyli mistrzostwo Polski. W siódmym meczu finału pokonali w Lublinie PGE Start 92:82 (23:18, 19:19, 22:24, 28:21) i wygrali finałową rywalizację 4-3. To ósmy w historii tytuł dla "wojskowych", ale pierwszy od 56 lat.

McGusty najlepszym koszykarzem finału

Po raz ósmy raz w historii siódmy mecz finału ekstraklasy zadecydował o złotym medalu, który wywalczyli koszykarze Legii, czekający na to od 56 lat. Wcześniej cieszyli się z triumfu w latach 1956, 1957, 1960, 1961, 1963, 1966 i 1969.

Najlepszym zawodnikiem finału został Amerykanin Kameron McGusty, który był także MVP Orlen Basket Ligi w sezonie zasadniczym. W decydującym spotkaniu zdobył 30 pkt, trafiając m.in. 8 z 11 rzutów za dwa punkty i wszystkie pięć rzutów wolnych. 28-letni Amerykanin miał także cztery asysty i dwie zbiórki.

Kibice Legii przerwali mecz

Początek spotkania, poprzedzony minutą ciszy dla upamiętnienia pamięci zmarłego w piątek legendarnego koszykarza reprezentacji i ligi Mieczysława Młynarskiego (zdobył rekordowe 90 pkt w meczu ligowym w 1982 r., był dwa razy królem strzelców ME), należał do Legii. Akcje najlepszego strzelca sezonu zasadniczego McGusty'ego oraz rzut za trzy kapitana Michała Kolendy dały przyjezdnym prowadzenie 7:3, 12:3, a po aktywnej grze wychodzącego z ławki rezerwowego Serba Aleksy Radanowa nawet 15:5 w 6. minucie.

Sportową atmosferę święta koszykówki w wypełnionej w komplecie hali zakłóciło rzucenie przez kibiców stołecznej drużyny banderol na boisko. Koszykarzy na szczęście nie wybiło to z rytmu. Lublinianie zaczęli odrabiać straty po rzutach Belga Emmanuela Lacomte'a, grającego kolejny mecz finału z niezaleczonym urazem - było 12:15 i 15:18, ale po 10 minutach prowadził stołeczny zespół 23:18. Największe zasługi miał tu McGusty, aktywny pod koszem, który zdobył w tej części dziewięć punktów. Gospodarze mieli kłopoty z przedarciem się pod kosz: Jamajczyk Tyran De Lattibeaudiere uzyskał tylko dwa punkty, a Ousmane Drame żadnego w tej kwarcie.

Legia po dwóch kwartach prowadziła pięcioma punktami

Drugą kwartę także lepiej zaczęli goście - rzut trzypunktowy Andrzeja Pluty i piękne dwójkowe akcje McGusty'ego z chorwackim środkowym Mate Vucicem spowodowały, że zespół estońskiego trenera Heiko Rannuli prowadził w 13. minucie 32:22.

Legia dyktowała warunki gry, nie pozwalała lublinianom przeprowadzać płynnych akcji w ataku i ograniczała też kontrataki rywali dobrą walka pod tablicami. Podopieczni trenera Wojciecha Kamińskiego, który z trzecim klubem walczył o mistrzostwo Polski (poprzednio srebro z Rosą Radom w 2016 r. i Legią w 2022 r.), w końcówce zniwelowali straty.

Rzut Lecomte'a zza linii 6,75 m sprawił, że Start przegrywał tylko 37:40 na 25 sekund przed końcem. Ostatnie słowo należało ponownie do duetu McGusty - Vucic. Równo z końcową syreną Vucic umieścił piłkę w koszu i w połowie Legia wygrywała 42:37, mając przewagę w zbiórkach (22:16) i dobrą skuteczność rzutów za dwa (60 procent).

Lecomte i Ramey nie zawodzili w ataku

Gospodarze wrócili na parkiet z animuszem i po pięciu punktach z rzędu Courtney'a Ramey'a był pierwszy remis w spotkaniu 42:42. Odpowiedź warszawiaków była nokautująca - seria dziewięciu punktów z rzędu przywróciła im prowadzenie 51:42.

W drużynie PGE nie zawodzili w ataku tylko Lecomte i Ramey. Brakowało im jednak wsparcia kolegów, a na parkiecie długo nie było Drame i Michała Krasuskiego, którzy w poprzednich spotkaniach trafiali z dystansu, więc gospodarze cały czas tracili kilka punktów do Legii. W 28. minucie było 60:57 dla stołecznej drużyny, a po trzech kwartach Legia prowadziła nadal trzema punktami (64:61).

Radanov przypieczętował zwycięstwo Legii

Czwarta kwarta to walka nie tylko o każdą piłkę, ale i metr parkietu mimo zmęczenia zawodników obydwu zespołów finałową rywalizacją oraz bardzo wysoką temperaturą w hali Globus. Legioniści cały czas utrzymywali przewagę (67:61, 71:63) dzięki kontroli gry pod koszami, gdzie dwoił się i troił Vucic. Lublinianie nie poddawali się. Niesamowitym podaniem za plecami do Drame popisał się Tevin Brown i w połowie tej kwarty Start przegrywał tylko 74:75. W kolejnej akcji Brown trafił za trzy punkty z rogu boiska i zespół trenera Kamińskiego miał drugi remis 77:77. Warszawiacy spudłowali dwa rzuty zza linii 6,75 m, a w odpowiedzi Ramey wejściem pod kosz dał pierwsze, ale i ostatnie prowadzenie w meczu Startowi (79:77).

Odpowiedź podopiecznych Rannuli była błyskawiczna. McGusty zdobył trzy punkty, a ponieważ został dodatkowo sfaulowany przy rzucie i wykorzystał wolny. Legia prowadziła 84:79, a po kolejnej trójce tym razem Łotysza Ojarsa Silinsa 87:79 na 69 sekund przed końcem. Czas wzięty przez trenera Kamińskiego nie odwrócił już losów meczu, bo jego podopieczni pudłowali. Sukces stołecznej ekipy przypieczętował Radanov, trafiając zza linii 6,75 m.

Po raz ósmy w historii o mistrzostwie zadecydował siódmy mecz

Obok McGusty'ego znakomite spotkanie w barwach stołecznej drużyny rozegrał chorwacki środkowy Vucic, który miał double-double, czyli 22 pkt (m.in. 10 z 13 rzutów za 2) i 10 zbiórek. Legia wygrała walkę pod tablicami 38:31 i miała znakomity procent rzutów za dwa punkty 69 (27 z 39 rzutów)

Koszykarze Startu, debiutanci w finale, do swojej medalowej kolekcji dołożyli piąty krążek, drugi srebrny. Byli wicemistrzami Polski w 2020 roku, gdy w skróconym sezonie, z powodu pandemii koronawirusam, rozdano medale na podstawie tabeli po sezonie zasadniczym, bez rozgrywania play off. Mają także trzy brązowe medale (1965, 1979, 1980).

Po raz ósmy w historii o MP zadecydował siódmy mecz (rozgrywane są w tej formule od 1995 r.). Pierwszy potrzebny był do wyłonienia najlepszej drużyny w 1998 roku - wówczas Zepter Śląsk Wrocław, prowadzony przez Słoweńca Andreja Urlepa, pokonał obrońcę trofeum Pekaes Pruszków trenera Krzysztofa Żolika 4-3. Tamten i obecny finał połączyła historia rodzinna. Jednym z koszykarzy, który miał spory udział w zdobyciu przez klub z Dolnego Śląska złotego medalu był Tomasz Wilczek - ojciec Maksymiliana, który sukces powtórzył w barwach Legii.

  • Start Lublin - Legia Warszawa 82:92 (18:23, 19:19, 24:22, 21:28)
  • Stan rywalizacji play off (do czterech zwycięstw) 4-3 dla Legii
  • Start: Emmanuel Lecomte 25, Courtney Ramey 23, Tyran De Lattibeaudiere 14, Tevin Brown 10, Ousmane Drame 5, Michał Krasuski 3, Filip Put 2, CJ Williams 0
  • Legia: Kameron McGusty 30, Mate Vucic 22, Andrzej Pluta 10, Aleksa Radanov 10, Ojars Silins 8, Keifer Sykes 4, Michał Kolenda 3, E.j. Onu 3, Maksymilian Wilczek 2
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTrudny quiz o epoce PRL. PESEL zdecyduje o wyniku. Dla 90 proc. młodych 6/10 jest poza zasięgiem »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj