Dziennik Gazeta Prawana logo

Majewski: Z leszczami przegrywać nie mogę

9 lutego 2009, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Startowałem kiedyś przy muzyce Motorhead. Byłem tak nakręcony, że podczas pierwszej próby prawie się zabiłem - mówi mistrz olimpijski w pchnięciu kulą" - mówi Tomasz Majewski, który startuje dziś w mityngu Pedro's Cup w Bydgoszczy.


Tomasz Majewski: Chyba tak. Ale ja się presją nie przejmuję. Cieszę się z tego, że przygotowania do sezonu poszły gładko, jak nigdy. We wszystkich sprawdzianach jestem lepszy niż rok temu o tej porze. Wszystko przyszło mi jakoś łatwiej, szybciej.


Nie do końca. Zasuwałem przez 11 miesięcy i myślałem, że sobie odpocznę. Ale po tym medalu wszystko się zmieniło. Musiałem kupić kalendarz, żeby zapisywać, którego dnia z kim mam spotkanie. Wiem, że tak musi być, że to część mojej pracy. Odpoczywałem więc tylko przez tydzień, z dziewczyną udało nam się polecieć na Kretę.


Z bardzo dobrym wynikiem 20,51 m. To najlepsze otwarcie sezonu halowego w mojej karierze.


Chwila, chwila... W końcu przegrałem z mistrzem świata. Taką porażkę mogę sobie wybaczyć. Jeżeli będzie mnie bił Cantwell albo Hoffa, to ok. Jesteśmy na podobnym poziomie, na pewno będziemy się tasować na podium. Gdybym przegrał z jakimś leszczem, to byłaby lipa.


Cantwell i Michniewicz to wielkie nazwiska, medaliści ostatnich igrzysk, więc konkurs powinien się podobać. Pchnięcie kulą jest fajne do oglądania w hali. Kibice są blisko, widzą, jak ta kula wysoko i daleko leci. Na stadionie nie widać ani tej odległości, ani wysiłku.


Kilka razy. Rok temu w Niemczech poprosiłem o „Ace of Spades” Motorhead. Tak się nakręciłem przy pierwszej próbie, że prawie się zabiłem. Potem musiałem wyluzować.


Raczej nie. Chyba że zacznę naprawdę bardzo daleko pchać. Chociaż nie, wtedy też sobie odpuszczę. Chcę się przygotować do sezonu letniego, do mistrzostw świata w Berlinie. Tam muszę walczyć o złoto.


W marcu lecę do Chula Visty niedaleko San Diego. To najlepszy na świecie ośrodek miotaczy. Rozmawiałem z chłopami, m.in. z Cantwellem i wszyscy mówili, że to rewelacyjne miejsce. Przede wszystkim ciepło, dużo miejsca, spokój, rewelacyjne jedzenie. Co roku o latałem do Afryki, teraz wreszcie polecę do Stanów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj