Po tym jak szkoleniowiec Tadeusz Osik nie zabrał go na pekińskie igrzyska olimpijskie 32-letni Urbaś trenował "na pół gwizdka". "Czekałem cały czas na decyzję sponsora i miałem nadzieję, że zdołam przygotować się na sierpniowe mistrzostwa świata w Berlinie. Zostało jednak zbyt mało czasu, zaczął mnie boleć achilles i nie mogłem ryzykować, bo gdyby coś się nie udało musiałbym zwrócić otrzymane pieniądze" - skomentował.
Utrzymuje się z oszczędności i solarium, które prowadzi w Poznaniu. "Chciałbym zostać przy sporcie, mógłbym spróbować swoich sił w promocji, marketingu, czy w mediach. Wysłałem już parę CV i czekam na odpowiedzi. Jestem w stanie przeprowadzić się do Warszawy, bo wiem, że tam są większe możliwości" - powiedział Urbaś, który . Już teraz ma jednego zawodnika, którym regularnie się zajmuje.
Jak przyznał, do najmilszych momentów w jego przygodzie na bieżni zalicza mistrzostwa świata w 1999 roku w Sewilli, gdzie Oczywiście najczęściej wspomina się sukcesy, ale oprócz tego jest też sporo rzeczy pozasportowych. Chociażby te wszystkie miejsca, które udało się zwiedzić, a na co pewnie nigdy by mnie nie było stać" - wspomina.
Najbardziej zadowolony jest z poznania swojego idola, czterokrotnego srebrnego medalisty olimpijskiego Frankiego Fredericksa. "Udało mi się nawet z nim w jakimś stopniu zakolegować. Jednak po tym jak zakończył karierę kontakt nam się urwał" - powiedział.
Nie zawsze było kolorowo. Jak dodał "mały żal i niedosyt pozostał". " Niestety nie miałem takiego wsparcia i często cierpiała na tym odnowa biologiczna i brak odżywek" - podkreślił brązowy medalista halowych mistrzostw Europy z Madrytu (2005).
"A żal? Chyba największy pozostał do trenera Osika, który nie zabrał mnie na igrzyska olimpijskie w zeszłym roku. To największe rozczarowanie w mojej karierze. " - powiedział.
"Byłbym jednak hipokrytą, gdybym stwierdził, że moja kariera sportowa była nieudana. Myślę, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że miałem spore osiągnięcia. Pierwszy z nich ma już ponad 10 lat i jeszcze na długo pozostanie" - uważa Urbaś i podkreśla, że "karierę kończy z tarczą".