Jeszcze trzy tygodnie przed mistrzostwami w Berlinie Piotr Małachowski był załamany. Przez kontuzję palca nie był pewien, czy wystartuje w najważniejszej imprezie sezonu. Wystartował, zdobył srebro i po konkursie pokazał dziennikarzom chory palec. "To jest palec Boga" - żartował.
"Dolegliwości bólowe ustąpiły, ale brakowało mi oddanych na trenigach rzutów, dlatego sam byłem w szoku, gdy na tablicy świetlnej pojawiło się 68,77. Byłem przekonany o tym, że to było góra 66 metrów" - mówił dyskobol po zawodach.
Podopieczny Witolda Suskiego . Najpierw w pierwszej próbie o dwa centymetry - 68,77, a potem w piątej 69,15. "Po pierwszym rzucie " - prorokował.
Tak naprawdę nie był jednak załamany drugim miejscem. "Nie mogłem już więcej z siebie dać. Mimo wszystko wierzyłem, że jeszcze coś dorzucę w szóstej kolejce, ale usztywniłem się. Spodziewałem się takiego poziomu, ale nie przypuszczałem, że to ja odegram w tym główną rolę. Fizycznie cały czas byłem przygotowany, ale technicznie byłem pogubiony" - ocenił.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|