Nie przesadzajmy, aż tak ostro nie było. Fakt, posiedzieliśmy z Tomkiem i trenerem do wczesnych godzin rannych, bo po takim konkursie ciężko jest zasnąć, ale alkohol nie lał się strumieniami. W żadnym wypadku. Skończyło się na symbolicznym piwku.
Za pięć dni startuję w Tallinie. Na pewno będę też w Szczecinie na mityngu Pedros i na finale Grand Prix IAAF w Salonikach.
Zaskoczony jestem bardzo, to prawda. Ale zadowolony nie do końca, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po pięciu kolejkach byłem mistrzem świata, zostałem jednak brutalnie sprowadzony na ziemię przez Hartinga. Wprawdzie miałem jeszcze szansę się odegrać, ale w ostatnim rzucie popełniłem techniczne błędy i skończyło się na dobrych chęciach.
Nie mam pojęcia. Nie można chyba powiedzieć, że nie wytrzymał psychicznie, bo to zbyt doświadczony zawodnik. Już na rozgrzewce widziałem, że coś z nim jest nie tak. Był sztywny, rzucał fatalnie. Kiedy przyniesiono mu lód, żartowaliśmy z trenerem, że ze zdenerwowania dymi mu czaszka. W ogóle mi go jednak nie żal, wkurzały mnie jego wypowiedzi przed konkursem. Za szybko mnie skreślił, rozdał medale przed finałem. Podobno jego najgroźniejszymi rywalami mieli być Harting i Alekna. Pomijał mnie, więc teraz ma za swoje. Może zapamięta na przyszłość, że Małachowski groźny jest zawsze.
A skąd. Virgilijus się pozbiera i jeszcze nieraz wszystkich zaskoczy.
To prawda, ale nie ma mu się co dziwić, miał ku temu podstawy. W Spale naprawdę byłem w fatalnej formie. Chyba tylko raz w trakcie całego obozu udało mi się przekroczyć 65 metrów. Postawiłem jednak na swoim, podjąłem decyzję, że wystartuję, i nie żałuję. Nie mam się chyba czego wstydzić.
Jeszcze nie, chociaż nie ukrywam, że chętnie bym gdzieś wyjechał i odpoczął. Ale z drugiej strony kupiłem niedawno dom w swoich rodzinnych stronach, trzeba tam zrobić remont, jest sporo pracy...
Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym. Chociaż teraz palec nie boli mnie w ogóle. To zasługa doktora Roberta Śmigielskiego, który zrobił mi w Polsce zastrzyk, pokazał, jak zakładać opatrunek. Spisał się naprawdę świetnie, w jakimś stopniu medal zawdzięczam również i jemu. Zdaję sobie sprawę, że niedługo zacznie znowu boleć, więc po sezonie konieczna będzie operacja.
Chciałbym, żeby zrobił ją doktor Śmigielski. Tej wersji będę się trzymał. Rozmawiałem na ten temat z setką osób, każda doradza, żebym leczył się u kogoś innego. Problem jest taki, że o większości tych lekarzy wcześniej nie słyszałem i boję się powierzyć im swoje zdrowie. A doktora Śmigielskiego jestem pewien, to znakomity fachowiec.
Pewnie, że żal, ale co zrobić? Taki jest sport. A było tak blisko...