Portugalczyk Rui Costa (Movistar) wygrał 19. etap Tour de France. Drugie miejsce zajął Niemiec Andreas Kloeden, a trzecie - Belg Jan Bakelants.

Reklama

204,5 kilometra. Pięć przełęczy. I to jakich. Glandon - w dół i w górę na Madeleine - dwa tysiące metrów. To tak jakby zjechać z Kasprowego Wierchu do Zakopanego, by zacząć się wspinać na Świnicę. Ucieczka goni ucieczkę, która ucieka przed pościgiem. Peleton śpi. Na czele dwóch dzielnych: Kanadyjczyk i Francuz.

Sześćdziesiąt kilometrów. Grupa pościgowa prowadzona przez Basków z Euskaltel Euskadi wchłonęła Kanadyjczyka. Francuz Pierre Rolland. Nie daje się. Ostatnie wzniesienie. Pionowo pod górę. A on nie ma czekana ani raków. Peleton ponad dziesięć minut za nim, ale Rolland czuje na plecach oddech pościgu. Teraz jadą szlakiem stacji narciarskich. Góry dymią chmurami z kominów szczytów. W oddali olbrzymy śpią wtulając skaliste głowy w poduchy śniegu.

Dwadzieścia jeden kilometrów. Leje. Krople deszczu walą o asfalt jakby gwoździe wbijano w deskę. Na ostatnim podjeździe Rui Costa dochodzi Rollanda. Portugalczyk pierwszy na mecie. Czterdzieści siedem sekund i dojeżdża Niemiec Andreas Kloeden.

Jutro 20., przedostatni etap - dookoła Sabaudii. A potem już tylko parada i sprint na Polach Elizejskich.