Polacy nie mają już szans na awans do finałowego turnieju, który w styczniu odbędzie się w Chorwacji. Matematyczne szanse stracili w środę po zremisowanym w Niszu spotkaniu z Serbią 34:34.

Reklama

Tych eliminacje nie przegraliśmy w tym meczu, ale wydaje mi się, że po konfrontacji z Serbią możemy być zbudowani postawą reprezentacji. Nasz młody pełen debiutantów zespół pokazał charakter i w niezwykle gorącej hali postawił się doświadczonym oraz faworyzowanym gospodarzom - stwierdził Przybecki.

Cały czwartek polska reprezentacja spędziła w podróży. Z Niszu zawodnicy udali się autokarem do Belgradu, skąd polecieli, przez Warszawę, do Gdańska. Do hotelu kadrowicze dotarli po godzinie 22.

Podróż dała nam się solidnie we znaki, tym bardziej, że lot ze stolicy Serbii był opóźniony, a w Warszawie jeszcze raz musieliśmy się odprawiać. Najważniejsze jednak, że jesteśmy na miejscu i możemy już przygotowywać się do niedzielnego meczu z Rumunią. W piątek mamy w planie dwa treningi, w siłowni i na hali, natomiast w sobotę będziemy ćwiczyć raz - dodał.

Wiadomo już, że w konfrontacji z Rumunią, która w czwartek przegrała w Bukareszcie z Białorusią aż 22:32, nie zagra Michał Daszek – prawoskrzydłowy Orlenu Wisły Płock ma złamany palec.

Michał jest z nami, ale nie będziemy ryzykować jego zdrowia. W jego miejsce raczej nikogo nie powołamy i zostaniemy w obecnym składzie. W Ergo Arenie rozpoczęliśmy te eliminacje od porażki z Serbią 32:37 i dlatego chcemy zakończyć je zwycięstwem. Będzie to jednocześnie wartościowy sprawdzian dla chłopaków, którzy po raz pierwszy zagrają w tym składzie przed własną publicznością - podsumował 45-letni szkoleniowiec.