Polski minister sportu jest europejskim kandydatem na szefa Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Wybór nastąpi 14 maja.

Reklama

Moim kontrkandydatem jest Marcos Diaz z Dominikany. Decyzję podejmie 18 elektorów, przedstawicieli rządów WADA. Dyplomacja lubi ciszę. Ta cisza przyniosła mi pozytywny efekt w kampanii europejskiej, poparcie Rady Europejskiej, Unii Europejskiej i oczywiście Polski. Wierzę w sukces - powiedział Bańka na łamach "Gościa Niedzielnego".

Zwrócił uwagę, że podczas letnich igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro 2016 około dziesięciu procent medalistów pochodziło z krajów, które albo nie miały polityki antydopingowej, albo bardzo słabą.

Zaproponowałem m.in. zwiększenie liczby akredytowanych laboratoriów WADA. Obecnie na całym świecie jest ich około 30, w tym jedno w Warszawie. To nie jest wystarczająca liczba, badania antydopingowe są skomplikowane, sporo kosztują. Trzeba zintensyfikować kontrole, a do tego konieczne jest zwiększenie budżetu WADA. Obecnie wynosi 34 miliony dolarów, a to bardzo mało. Chodzi nie tylko o to, aby nie dopuszczać do dopingu, ale także skutecznie go wykrywać - podkreślił Bańka.

W ostatnich trzech latach podjęto w Polsce wiele działań legislacyjnych, aby przystosować politykę antydopingową do wymagań WADA. Między innymi w 2017 roku uchwalono ustawę o zwalczaniu dopingu w sporcie.

Dzięki działaniu POLADA i jej pionu śledczego przy współpracy z policją udaje się zamykać miejsca, gdzie odbywa się handel nielegalnymi substancjami - powiedział Bańka.