W całym wyścigu Siwakow wyprzedził o dwie sekundy Australijczyka Jaia Hindleya (Sunweb) oraz o 12 sekund Włocha Diego Ulissiego (Team Emirates). Majka stracił do zwycięzcy 16 sekund.

W piątek – na ostatnim etapie – triumfował po samotnym finiszu Słoweniec Matej Mohoric (Bahrain-Merida). 55 sekund stracił do niego Neilson Powless (Jumbo-Visma), a 12 sekund za Amerykaninem finiszował Włoch Gianluca Brambilla (Trek-Segafredo). Paweł Poljański (Bora-Hansgrohe) był piąty, tracąc 1.32.

Grupa faworytów wyścigu, z Rafałem Majką, ale bez dotychczasowego lidera Duńczyka Jonasa Vingegaarda (Jumbo-Visma), przyjechała razem ze stratą 2.15. Siwakow pilnował, żeby na ostatnich metrach żaden z rywali nie uzyskał przewagi. Najmniej tracił do niego Hindley, ale nie był w stanie odrobić dwóch sekund.

Nie poprawił swojej lokaty Majka. Dzień wcześniej na mecie szóstego etapu w Kościelisku mówił, że dziewiąte miejsce go nie satysfakcjonuje i że celem minimum jest pierwsza trójka. W piątek jechał aktywnie, próbował rozbić grupę faworytów, przyczynił się do zgubienia Vingegaarda, lecz nic więcej nie wskórał.

W klasyfikacji górskiej zwyciężył Niemiec Simon Geschke, co było jedyną zdobyczą polskiej drużyny CCC w wyścigu. W sprinterskiej najlepszy był Francuz Marc Sarreau (Groupama-FDJ), najaktywniejszym kolarzem został jego rodak Charles Planet (Novo Nordisk), a najlepszą drużyną – brytyjski Ineos.

Stało się tradycją, że w ostatnim dniu wyścigu (a wcześniej w przedostatnim) odbywa się w Bukowinie Tatrzańskiej Tour de Pologne amatorów. W tym roku część wpisowego zostanie przeznaczona na rehabilitację częściowo sparaliżowanego Ryszarda Szurkowskiego, legendy polskiego kolarstwa. Rywalizowało ponad 2600 zawodników, a 60-kilometrową rundę najszybciej pokonał Adam Wójcik. Wyścig ukończyło 2390, w tym dyrektor TdP Czesław Lang. Wielu amatorów kolarstwa stanęło potem przy trasie królewskiego etapu, aby dopingować zawodowców.

Od startu rozgorzała walka o zabranie się do ucieczki. Po kilku nieudanych próbach odskoczyło od peletonu 14 zawodników z dalszych miejsc w klasyfikacji generalnej, wśród nich bohater etapu Mohoric, a także Michał Gołaś (Ineos) i Tomasz Marczyński (Lotto Fix All), który bronił koszulki najlepszego „górala”. Chciał ją zdobyć dla tragicznie zmarłego na trzecim etapie kolegi z drużyny Bjorga Lambrechta.

Marczyński rywalizował o nią z Simonem Geschke. Pierwszą z pięciu premii górskich wygrał Niemiec, na dwóch następnych lepszy był Polak. Czwarta, podwójnie punktowana im. Joachima Halupczoka w Gliczarowie, a potem ostatnia w Rzepiskach padły już łupem Mohorica, który zdecydował się na samotny atak, choć do mety zostało prawie 60 km. Marczyński już na tych premiach się nie liczył, odpadł z czołowej grupy, a Geschke punktował i zabrał mu koszulkę w kolorze magenta.

Kolarze walczący o zwycięstwo w wyścigu pilnowali się wzajemnie. Najbardziej ten układ odpowiadał Siwakowowi, bo przy słabszym dniu Vingegaarda wygrywał wyścig.

Ostatnie kilometry nie zmieniły sytuacji. Siwakow przypieczętował sukces, finiszując na 15. pozycji i mając za plecami najgroźniejszego rywala – Hindleya.

Przed wyścigiem 22-letni Rosjanin był wymieniany w gronie faworytów. W samych superlatywach wyrażał się o nim kolega z drużyny Michał Gołaś. W tym sezonie Siwakow wygrał prestiżowy wyścig etapowy Tour of the Alps (dawniej Giro del Trentino), a w Giro d’Italia był dziewiąty. W Tour de Pologne potwierdził, że jest wielkim kolarskim talentem.