W niedzielę zwycięstwa dla Polski odnieśli Adam Kszczot (RKS Łódź) w biegu na 800 m, Sofia Ennaoui (AZS UMCS Lublin) w biegu na 1500 m, Piotr Lisek (OSOT Szczecin) w skoku o tyczce, Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław) w rzucie dyskiem i żeńska sztafeta 4x400 m, której triumf przypieczętował wygraną Polski w drużynowych mistrzostwach Starego Kontynentu.

Dotychczas w tych zawodach wygrywały jedynie reprezentacje Niemiec i Rosji. Reprezentanci Polski w trwającej od piątku imprezie odnieśli 10 indywidualnych zwycięstw. Wygraną biało-czerwonych z trybun bydgoskiego stadionu oglądało w niedzielę ponad 16 tysięcy kibiców, co jest rekordem obiektu podczas zawodów lekkoatletycznych.

Niezwykle zaciętą walkę o dwa pozostałe miejsca na podium stoczyły trzy reprezentacje. Ostatecznie drudzy byli Niemcy, trzeci Francuzi, a czwarci Włosi, którym do podium - po rozegraniu 40 konkurencji - zabrakło 0,5 pkt.

W niedzielę komplet punktów dla polskiej reprezentacji jako pierwszy wywalczył w biegu na 800 Adam Kszczot (RKS Łódź), który wygrał wynikiem 1.46,97.

"Cieszę się, że miałem okazję wystąpić w takim sprawdzianie - i to przed polską publicznością, która świetnie dokładała do mojego występu. Taki doping niesie. Mój bieg jak zwykle miał pewną dramaturgię, więc emocje były wysoko podkręcone" - powiedział Kszczot.

Na dystansie 1500 m bezkonkurencyjna była Sofia Ennaoui (AZS UMCS Lublin). Polka wygrała notując 4.08,37.

"Dziś chciałam sprawdzić się w bieganiu taktycznym. Wczoraj zachwycił mnie występ Marcina Lewandowskiego, więc dziś chciałam skopiować to, co wczoraj on zrobił. Bardzo ciężko trenowałam do środy na obozie, a dziś udało się już wygrać przed własną publicznością. Przede mną wygrał Adam Kszczot, więc uznałam, że trzeba dopełnić jego triumf" - mówiła polska biegaczka.

Bezkonkurencyjny był także tyczkarz Piotr Lisek (OSOT Szczecin), który zwyciężył pokonując poprzeczkę zawieszoną na wysokości 5,81. Po raz kolejny w tym sezonie chciał poprawić rekord Polski - swój własny, ale tym razem próby na 6,03 były nieudane.

"Skoki na 6,03 były bardzo dobre, ale wziąłem nową tyczkę, bardzo twardą i to był swego rodzaju test. To zaprocentuje w przyszłości. Chciałem też dać trochę radości polskiej publiczności, żeby mogła zobaczyć próby na takiej wysokości" - stwierdził Lisek.

O tym, że może znów liczyć się w światowej czołówce przypomniał dyskobol Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), który w Bydgoszczy pokonał m.in. rewelacyjnego Szweda Daniela Stahla. Polak uzyskał 63,02.

"Przed konkursem rzuciłem kilka metrów dalej, więc czas pokaże. Jest jeszcze kilka imprez - finał Diamentowej Ligi, mistrzostwa Polski, Memoriał Kamili Skolimowskiej. Mam nadzieję, że tam powalczę i przed mistrzostwami świata w Katarze będzie już nie 63, a 67 metrów. Cieszy mnie, że wszyscy w tych zawodach startowali na swoim dobrym poziomie i walczyli ze swoimi rekordami, które w tym sezonie ustanowili. To jest dobry prognostyk przed Katarem i przed przyszłorocznymi igrzyskami w Tokio" - powiedział Małachowski.

Kropkę nad i postawiły tzw. Aniołki Matusińskiego - sztafeta 4x400 m kobiet w składzie Iga Baumgart-Witan (BKS Bydgoszcz), Anna Kiełbasińska (SKLA Sopot), Małgorzata Hołub-Kowalik (KL Bałtyk Koszalin) i Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice). Polki zdeklasowały rywalki osiągając najlepszy wynik w Europie w tym sezonie i najlepszy naszej sztafety od 14 lat - 3.24,81. W ostatniej konkurencji mistrzostw nie zawiedli także ich koledzy z męskiej sztafety 4x400 m, którzy zajęli trzecie miejsce.

Karolina Kołeczek (AZS UMCS Lublin) stanęła na najniższym stopniu podium w biegu na 100 m ppł czasem 12,88. Polka była wolniejsza o 0,01 s od Włoszki Luminosy Bogliolo i Niemki Cyndy Roleder.

"Z mojej perspektywy wydawało mi się, że wygrałam. Niestety tysięczne sekundy zadecydowały, że jestem trzecia. Jestem jednak zadowolona ze swojej postawy. Znów dobrze pokazałam się w mocnej stawce dziewczyn. Takie biegi dadzą mi potrzebne w przyszłości doświadczenie" - podkreśliła Kołeczek.

Trójskoczek Adrian Świderski (WKS Śląsk Wrocław) zajął wynikiem 16,27 piątą pozycję. Także piąta była w skoku wzwyż Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok), która w najlepszej próbie pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 190 cm.

"Byłam dziś gotowa na to, żeby skoczyć 1,94, ale powroty są ciężkie. Nawet nie chodzi o przygotowanie, ale o emocje. To dla mnie kolejna lekcja. Wiadomo, że chciałam wyżej, chciałam więcej, ale powoli - mistrzostwa świata są za półtora miesiąca. Tam chcę wejść do finału. Jeżeli się to nie uda, będę cholernie zawiedziona" - podkreśliła Lićwinko.

Z superligi spadły reprezentacje Czech, Szwecji, Grecji, Finlandii i Szwajcarii. Awansowała Portugalia. Kolejne drużynowe mistrzostwa Europy odbędą się za dwa lata - już w formule ośmiozespołowej.