W Szwecji jest to jeden ze sportów narodowych i zawody odbywają się codziennie na 33 torach. Jest to prawie tysiąc imprez wyścigowych rocznie, z imponującą liczbą aż 8850 gonitw, w których uczestniczy 20 tysięcy koni.

Reklama

Obroty monopolisty ATG w ostatnich latach wynosiły ponad miliard euro rocznie, lecz w marcu kiedy wstrzymano wyścigi we Francji, Włoszech, Norwegii i Finlandii - Szwecja stała się jedynym krajem w Europie, w którym odbywają się normalnie.

Są rozgrywane przy pustych trybunach, lecz tysiące obstawiających śledzi je w telewizji, internecie lub w kioskach i kawiarniach, które umożliwiają śledzenie gonitw w czasie realnym.

W piątek rząd Szwecji zaostrzył restrykcje i zmniejszył od 1 kwietnia liczbę osób na imprezach z 500 do 50.

Branżowy związek zawodowy, organizacja Svensk Travsport, która posiada 90 procent akcji ATG odpowiedziała, że nie wstrzyma wyścigów, ponieważ od 12 marca zmieniono kwalifikację prawną torów wyścigowych z obiektów sportowych na... zakłady pracy.

Nie ma tu publiczności, lecz pracują trenerzy, stajenni, sędziowie i wiele osób związanych z tą branżą. Biorąc pod uwagę wszystkich zatrudnionych, w tym zaangażowanych w przyjmowanie zakładów w całym kraju, to liczba osób pracujących przy wyścigach kłusaków wynosi już kilkadziesiąt tysięcy” - powiedziała dyrektor Svensk Travsport Maria Croon.

Sytuacja w Europie z zamkniętymi torami sprawiła, że nastąpił taki przypływ klientów z zagranicy, iż programy telewizyjne z poradami i typami posiadają już edycje po francusku i włosku. Dodatkową przynętą jest fakt, że wygrane w szwedzkich wyścigach kłusaków nie podlegają szwedzkiemu podatkowi.

Według danych ATG w poniedziałek 22 marca wartość zakładów wyniosła 2,5 miliona euro co jest wzrostem aż o 400 procent w stosunku do zakładów w dzień powszedni przed epidemią. Gracze z Francji gdzie zamknięto tory przed tygodniem tylko w tym tygodniu pozostawili w Szwecji trzy miliony koron.

W marcu zagraniczni gracze obstawili szwedzkie gonitwy za 20 milionów euro i zdaniem ekspertów ten trend utrzyma się jeszcze przez kilka miesięcy.

Tylko Norwegowie obstawiają rocznie w Szwecji sto milionów euro. Teraz może to być dwa razy tyle, oceniła Camilla Garman rzeczniczka Norsk Rikstoto, norweskiego organizatora wyścigów kłusaków.

Rzecznik ATG Patrik Brissman powiedział dziennikowi „Aftonbladet”, że "biorąc pod uwagę zapaść finansową całego sportu w Europie to nasze wyniki nie tylko się nie pogorszyły, lecz od dawna nie mieliśmy takiej hossy”.