Ekipy przetrwają ten kryzys. Pewnie będą musiały zmniejszyć liczbę zawodników albo zmienią umowy ze sponsorami. Wyścigi będą biedniejsze, niższe nagrody. Być może będzie normalniej, bez tego szaleństwa, jak do tej pory. Bo wyścig marketingowy, sponsorzy i cała otoczka zaczęły przesłaniać to, co najważniejsze, czyli rywalizację sportową – powiedział Szurkowski.

Reklama

Dla kibiców kolarstwo będzie równie ciekawe, bo przecież walka na trasie jest bardziej interesująca niż układy finansowe, które są za kulisami. Kto i ile zarobi - to dla kibica jest sprawą drugorzędną – dodał.

Szurkowski przebywa obecnie w Świebodowie, niewielkiej wsi na Dolnym Śląsku, gdzie urodził się 12 stycznia 1946 roku.

Mam kilkadziesiąt metrów do najbliższego sąsiada. Wokół lasy, pola, stawy, jakieś zarośla. Jeśli pogoda pozwala, to spędzam czas na świeżym powietrzu – wspomniał.

Pod koniec lutego we Wrocławiu przeszedł operację przeszczepu mięśni i nerwów ręki, ale nie ukrywa, że jeszcze wiele mu brakuje do samodzielności.

Jeśli chodzi o rękę, to niestety, nie wszystko mogę sam zrobić, a raczej bardzo niewiele. Po tej operacji lekarze ocenią, czy będzie potrzebna następna. Poruszam się na wózku elektrycznym. Nie zawsze jest równo, trochę wózkiem kołysze, trochę szarpie, więc jednocześnie wykonuję ćwiczenia rehabilitacyjne – przekazał.

Czy wierzy, że jeszcze kiedyś wsiądzie na rower?

Kolarze stawiają sobie przed wyścigami cele, które chcą zrealizować. I ja też mam swoje. Nie myślę, co będzie jutro, ale co z tych ćwiczeń wyniknie w dalszej perspektywie. Rower jest wielką przyjemnością, a ja chciałbym po prostu wrócić do jako takiej normalności. Ta myśl pozwala mi ćwiczyć jeszcze więcej i jeszcze więcej - podkreślił.

Czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju ma dużo wolnego czasu. Ogląda telewizję, choć przyznaje, że nie jest kinomanem. Najbardziej lubi programy motoryzacyjne. Chętnie czyta książki o kolarstwie nieżyjącego już Bogdana Tuszyńskiego.

Są w nich zawarte opisy zdarzeń, w których brałem udział. To mnie wciąga. Dużo mogę się dowiedzieć, bo o wielu z tych historii zapomniałem – przyznał.

Na zakończenie rozmowy Szurkowski poprosił o przekazanie podziękowań wszystkim, którzy pomagają mu w rehabilitacji.

Szczególnie Fundacji Lions Club Poznań 1990 i Krzysztofowi Kozaneckiemu. Fundacja pierwsza zaczęła mi pomagać i robi to do tej pory – zaznaczył.

Dramat Szurkowskiego wydarzył się 10 czerwca 2018 roku podczas wyścigu weteranów w Kolonii. Tuż przed Polakiem przewróciło się dwóch kolarzy, a on sam upadł na twarz. Doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego i czterokończynowego porażenia. Ponadto miał uszkodzoną czaszkę, połamaną w kilku miejscach szczękę, zdeformowany nos, wyrwaną wargę.

Reklama

W Niemczech przeszedł kilka operacji kręgosłupa i twarzy. Tam rozpoczął rehabilitację, którą kontynuuje w kraju.

Długo ukrywał przed opinią publiczną tę historię. Postanowił zabrać głos dopiero po pięciu miesiącach, gdy okazało się, że koszty leczenia przekraczają możliwości rodziny. Oddźwięk okazał się ogromny i pomoc popłynęła szerokim strumieniem.

74-letni Szurkowski to najbardziej utytułowany polski kolarz w historii, m.in. mistrz świata z 1973 roku, dwukrotny srebrny medalista olimpijski i czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju. Powszechnie uważano go za najlepszego zawodnika-amatora na świecie.

Interesowały się nim czołowe grupy zawodowe, m.in. belgijska Molteni, w której występował słynny Eddy Merckx, ale w tamtych czasach kolarze z bloku państw socjalistycznych nie mieli możliwości przejść na zawodowstwo.

Po zakończeniu kariery Szurkowski z sukcesami prowadził kadrę narodową (1984-88). W 1985 roku jego podopieczny Lech Piasecki wygrał Wyścig Pokoju i został mistrzem świata, a trzy lata później na igrzyskach olimpijskich w Seulu biało-czerwoni sięgnęli po srebro w wyścigu drużynowym.

Szurkowski był twórcą pierwszej w Polsce kolarskiej grupy zawodowej Exbud (1988-89), dyrektorem polskiej części Wyścigu Pokoju, a także prezesem Polskiego Związku Kolarskiego (2010-11). Ostatnio prowadził sklep rowerowy na warszawskiej Woli.

W plebiscycie na najlepszego sportowca Polski XX wieku zajął drugie miejsce, za Ireną Szewińską. Ma najwyższe odznaczenia państwowe, w tym Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.