Dziennik Gazeta Prawana logo

W Tajlandii Polacy zagrają z gospodarzami

19 stycznia 2010, 19:53
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Żaden piłkarz naszych środowych rywali nawet w promilu procenta nie dorównuje sławą swojemu trenerowi. Selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Tajlandii jest bowiem jedną z legend Manchesteru United i reprezentacji Anglii - Bryan Robson.

Man Utd zawsze mieli w swoim składzie piłkarza, który na Old Trafford ma status "talizmanu", przynoszącego drużynie szczęście. Obecnie kibice za takiego gracza uważają Waynea Rooneya. Wcześniej taką rolę pełnili Roy Keane, Eric Cantona i właśnie Robson, który przez 12 lat był kapitanem Czerwonych Diabłów. Podobną rolę pełnił też w reprezentacji Anglii, w której w latach 1980-1991 zagrał aż 90 spotkań. Nic więc dziwnego, że media na Wyspach cały czas interesują się, jak Robson radzi sobie w nowej pracy na drugim końcu kuli ziemskiej.

Wprawdzie głównym zadaniem zatrudnionego we wrześniu Robsona jest awans do finałów mistrzostw świata w 2014 roku, ale na początek chciałby pokazać się pracodawcom z jak najlepszej strony. Tajlandczycy bardzo chcieliby wygrać turniej o Puchar Króla, który w tym roku rozgrywany jest po raz 40. Do tej pory gospodarzom ta sztuka udała się wprawdzie aż 13 razy, ale nigdy w pokonanym polu nie zostawili dwóch zespołów z Europy. Zwykle jeśli już jakaś drużyna ze Starego Kontynentu fatygowała się do Azji, to łatwo wygrywała. Tak było np. rok temu, kiedy reprezentacja Danii, grająca tak jak i teraz bez piłkarzy z klubów zagranicznych łatwo poradziła sobie z Tajlandią, Libanem i KRLD.

To właśnie Duńczycy, którzy ograli nas w niedzielę 3:1, są zdaniem Robsona najgroźniejszymi rywalami jego zespołu do triumfu w turnieju.

"Widziałem drugą połowę meczu Polska-Dania. Skandynawowie pokazali, że są faworytami tego turnieju. Polacy wyglądali słabo. Najbardziej ich defensywa, która grała bardzo przeciętnie. Jeśli nasi pomocnicy będą dobrze podawać, to mamy szansę coś strzelić" - powiedział Robson.

Selekcjoner Tajlandczyków nie będzie mógł skorzystać z czołowego strzelca Teeratepa Winothaia, który z powodu dwóch żółtych kartek musiał opuścić boisko w meczu z Singapurem (zespół Robsona wygrał 1:0 po golu Sutee Suksomkita z rzutu wolnego).

"Sprawdzę innego z moich napastników. Strata Teeratepa nie jest dla nas jakoś szczególnie dotkliwa. Mam w głowie inne opcje ustawienia drużyny" - przyznał Robson.

Franciszek Smuda też jest zmuszony zmienić skład. W dzisiejszym meczu na pewno nie zagra Dawid Nowak, któremu zszedł paznokieć z palca u nogi. Selekcjoner chce też zmienić skład obrony i zapowiada, że na pewno da szansę gry dostanie defensor Piasta Gliwice - Kamil Glik. W bramce niepewnego Mariusza Pawełka zastąpi Sebastian Przyrowski. W końcu szansę gry w pierwszym składzie ma dostać także wiślak Patryk Małecki.

Na pewno nie jesteśmy faworytem tego meczu, bo my przyjechaliśmy tu młodziutkim zespołem zastrzega Smuda. "Poza tym jesteśmy dopiero na początku przygotowań do sezonu i gramy tu niemalże z marszu" - mówił selekcjoner.

Organizatorzy Pucharu Króla zdobyli się na piękny gest. Postanowili, że część zysku ze spotkania Tajlandia-Polska zostanie przekazane na pomoc poszkodowanym w trzęsieniu ziemi w Haiti.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj