Infantino po nieudanym planie utworzenia spółki komercyjnej w celu sprzedaży części organizacji seniorskich mistrzostw świata prywatnym inwestorom znajduje się w samym środku burzy. Jego przeciwnicy nieustannie go naciskają, regularnie dostarczając prasie sportowej nowych dowodów na jego nieprawdopodobne ambicje.
Według informacji podanych przez amerykańskie media szef FIFA zainicjował w zeszłym roku rozmowy na temat organizacji MŚ do lat 15 z udziałem 211 drużyn. Zespoły miały zostać podzielone na 32 grupy po sześć lub siedem drużyn. Chociaż organizacja otwarcie omawiała w grudniu 2025 roku ten plan przewidujący mniejsze boiska i krótszy czas meczów, to nigdy publicznie nie sugerowano, że taki pomysł mógłby zostać skomercjalizowany.
Prezydent FIFA podobno ogłosił nabór wniosków, którego celem było wypromowanie swoistego „festiwalu piłkarskiego", inspirowanego Little League World Series w baseballu, corocznymi rozgrywkami dla młodych zawodników.
Dyskusje prowadzone przez Szwajcara zostały podobno zawieszone przed tegorocznym mundialem. Projekt mieli zainicjować biznesmeni, w tym Juan Carlos Rodriguez, były prezes meksykańskiej federacji, przy wsparciu Eldridge Industries, holdingu kierowanego przez Todda Boehly'ego, również prezesa londyńskiej Chelsea.
Grupa biznesmenów opracowała szczegółową propozycję wstępnej wersji zawodów, pierwotnie przeznaczonych wyłącznie dla chłopców. Organizatorzy podobno prowadzili również rozmowy ze stacją ESPN w sprawie transmisji w kompleksie Wide World of Sport, położonym obok Disneylandu w Orlando.
Jak podkreślają media, Infantino pragnął przy tej okazji „przeobrazić się w przywódcę pokoju w królestwie konsumpcjonizmu". Planował zorganizować mecz otwarcia między Izraelem i Palestyną. W kwietniu w Vancouver, podczas ostatniego kongresu FIFA, próbował wymusić podanie ręki między członkami federacji obu krajów. „Ten symboliczny gest, jak i hollywoodzki scenariusz szybko, jeżeli w ogóle, się nie ziści" - prognozują dziennikarze.(PAP)
mask/ krys/
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
