Wiadomo już, dlaczego lider Liverpoolu Steven Gerrard pobił didżeja tak, że wylądował w areszcie i może pójść do więzienia na pięć lat. Angielskiemu gwiazdorowi nie spodobała się... muzyka puszczana w klubie Lounge Inn. Piłkarz postanowił więc zastąpić DJ Marcusa McGee.
Didżej nie miał jednak zamiaru wpuszczać Gerrarda za konsoletę. Świadkowie twierdzą, że pracownik klubu odepchnął piłkarza, a ten nie pozostał mu dłużny i z całej siły uderzył go łokciem w twarz. Reszty dopełnili już kamraci Gerrarda.
Po wygranym meczu z Newcastle (5:1) Gerrard wraz z paczką znajomych wybrał się do klubu Lounge Inn w Southport. W popularnym wśród piłkarzy lokalu pojawił się nowy didżej a muzyka, którą grał, kompletnie nie przypadła do gustu podopiecznemu Rafy Beniteza.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|