Powrót do kadry uczcił pan golem. Jest pan zadowolony ze swojego występu?

Reklama

Jak można być zadowolonym po takim meczu? Popełniliśmy mnóstwo głupich błędów. Boję się, że jeszcze długo będziemy za nie płacić.

Pan jednak zrobił, co do pana należało.

Bardzo chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. Strasznie się starałem, ale powtórzę jeszcze raz, dla mnie ten mecz był tragiczny. Nie wiem, jak mogliśmy popełnić tyle błędów? Nie sztuką było zdobyć gola po tak świetnym podaniu, które dostałem od Rogera. Nie miałem innego wyjścia, tylko trafić w bramkę.

Jakie były przedmeczowe założenia? Chyba nie bardzo udało się je zrealizować?

Od razu na początku meczu wszystko nam się zawaliło. Dostaliśmy gola z kontry i nie za bardzo wiedzieliśmy, jak to się stało, bo w sumie wydawało się, że kontrolujemy grę. Potem wyrównałem i zdawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, bo znów mieliśmy inicjatywę. Okazało się jednak, że sytuacja w ogóle nie jest opanowana. Trzeci gol dobił nas ostatecznie. Nie wiem, jak do tego doszło. Po przerwie wyszliśmy na boisko zdekoncentrowani. Nie było w nas woli walki. Akcje konstruowaliśmy w sennym tempie.

Jak wam się grało na takiej nierównej płycie?

Fatalnie, ale wiedzieliśmy, że będą takie, a nie inne warunki do gry. Narzekanie na boisko to byłaby zbyt łatwa wymówka. Myśleliśmy, że damy radę. Boisko okazało się jednak katastrofalne. Nie mogliśmy grać, tak jak sobie założyliśmy, czyli przetrzymywać piłki i spokojnie konstruować akcji. Irlanczykom było łatwiej. Oni lubią takie warunki, więc grali swoje: długa piłka do przodu i walka. Trzeci gol to był nasz straszny błąd. Trener przed meczem przestrzegał nas, żeby nie podawać do Artura, bo boisko jest nierówne i nie wiadomo, co się może zdarzyć. Niestety stało się tak, jak nie powinno...

Eliminacje wydają się już przegrane.

Na pewno nie. Na szczęście grupa jest bardzo wyrównana. Nie możemy się załamać, tylko musimy walczyć dalej, bo każdy każdemu może tu urwać punkty. Nie zdaliśmy egzaminu w Belfaście, ale przed nami jeszcze kolejne mecze, a już w środę San Marino. Czyli spotkanie, po którym możemy awansować w tabeli.

Pan utrzymuje swoją skuteczność.

Rzeczywiście, to jest jakiś powód do zadowolenia, bo wiosną trafiam bardzo regularnie. Ale ja przyjechałem na kadrę, żeby wygrać ten mecz. Naprawdę chciałem tego z całego serca. Starałem się, ale napastnikowi ciężko jest coś zdziałać, kiedy nie dostaje dobrych podań.