Wszyscy, którzy oczekiwali, że zespół Vicente del Bosque pobije kolejny strzelecki rekord, srodze się zawiedli. Hiszpanie, pamiętając o tym, że w Pucharze Konfederacji mogą ich czekać nawet jeszcze trzy mecze (z RPA, półfinał i finał), wyraźnie oszczędzali siły. Dlatego Irakijczycy mieli niepowtarzalną okazję, żeby się pokazać z dobrej strony.
Hiszpanie, którzy trzy dni temu pokonali 5:0 Nową Zelandię, tym razem zadowolili się tylko jednym golem. Zdobył go w 55. minucie David Villa, wykorzystując dośrodkowanie Davida Capdevili. To wystarczyło, żeby zbliżyć się do rekordu Brazylii, która w latach 1993 - 1996 zanotowała 35 spotkań bez porażki. Żeby wyrównać ten rekord, Hiszpanie muszą co najmniej zremisować w sobotę Bloemfontain z Bafana Bafana. Mistrzowie Europy pobili za to inny rekord.
"Te rekordy to była dla nas taka dodatkowa motywacja. Najważniejsze było wygrać i zapewnić sobie awans do półfinału" - powiedział del Bosque, który był bardzo zadowolony, że jego piłkarzom udało się osiągnąć ten cel. Pytanie tylko, czy mając w kieszeni awans, Hiszpanie zmobilizują się na mecz z RPA i powalczą o pobicie brazylijskiego rekordu. Del Bosque czeka ciężkie zadanie zmotywowania do walki zmęczonych sezonem zawodników.
Inne problemy ma Bora Milutinović. Serbski trener wciąż wierzy w awans Iraku do kolejnej rundy Pucharu Konfederacji. "Dla nas ważniejszym meczem niż wczorajszy z Hiszpanią jest ten sobotni z Nową Zelandią. Jeśli wygramy, to przy korzystnym układzie innych wyników możemy wywalczyć awans z grupy z czterema punktami" - przyznał Bora.
Oprócz meczów wydarzeniem dnia w RPA byłą wczoraj ostra wypowiedź prezydenta FIFA Seppa Blattera.