Dziennik Gazeta Prawana logo

Acquafresca ciągle do wzięcia

19 czerwca 2009, 21:19
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Nie wiedziałam dokładnie, o co chodziło, ale po czasie to wszystko zaczyna mi się układać w całość. Wokół mojego syna toczyła się jakaś gra. W jej efekcie ktoś coś komuś udowodnił, ktoś postawił na swoim. Jedno jest pewne, gdyby polskiej stronie naprawdę zależało na grze Roberta dla Polski, to pewnie udałoby się go przekonać" - twierdzi Ewa Acquafresca, dawniej Murkowska, mama jednego z najlepszych włoskich napastników.

"Wszystko zaczęło się rok temu. Zbyszek Boniek wydzwaniał do mnie bez przerwy. Strasznie zaangażował się w to, aby Robert grał dla Polski. Był w stanie zorganizować nawet jakiś kontrakt reklamowy. Bez przerwy byliśmy w kontakcie, polska prasa rozpisywała się o moim synu. I nagle wszystko się urwało. Zaraz po spotkaniu Roberta z ówczesnym asystentem Leo Beenhakkera – Dariuszem Dziekanowskim. To było kilkuminutowe spotkanie po meczu pod szatnią. Trudno się dziwić, do dwudziestoletniego chłopaka podchodzi zupełnie nieznany mu człowiek i żąda jednoznacznej deklaracji. Dziwię się, że mnie nie poprosili, żebym przyjechała i pomogła w takiej rozmowie. Jeśli już nie mógł Leo przyjechać, to może chociaż Boguś Kaczmarek, którego Robert zna i kopał z nim piłkę na plaży w Gdańsku, jak miał 9 lat" - opowiada Ewa Acquafresca.

>>>Acquafresca wciąż chce grać dla Polski

Sugerujemy, że być może sprawa miała podłoże ambicjonalne. Leo nie lubi Bońka, nie chciał, aby legendarny polski piłkarz wchodził mu w paradę i wyszukiwał zawodników do kadry, dlatego sprawę załatwiono tak, aby nie przekonać Acquafreski do Polski, ale jednocześnie mieć alibi w mediach (przecież jednak rozmowa się odbyła). Pani Ewa długo się zastanawia, ale nie chce jasno odpowiedzieć. "Zrozumcie mnie, ja swoje myślę, ale nie będę tego zdradzać. Nie zależy mi na tym, aby mieć tutaj wrogów" – wyjaśnia.

Robert mówi w dwóch językach i bardzo dobrze czuje się w dwóch skórach. Kiedy już udało mu się zagrać w Serie A, przyszedł do mnie i powiedział: mama, zrobiłem już coś dla ojca, teraz zrobię coś dla ciebie, tak żebyś ty była ze mnie dumna. Będę grać dla Polski. Wzruszyłam się, ale od razu go sprostowałam. Ja nie chcę, aby on dokonywał jakiegoś wyboru, dlatego że chce mi przyjemność zrobić. Dla mnie przyjemność i satysfakcja jest taka, że syn ma jakiś cel w życiu, coś osiąga, a nie stoi na ulicy, piwo pije i fajki pali. Nawet jak był dzieckiem, to rozmawiałem z nim jak z partnerem. Sadzałam na stole, tak aby patrzył mi prosto w oczy - i rozmawialiśmy. Ja go rozumiem, że bardziej skłania się ku reprezentacji Włoch. Przecież tu się wychował, zna tych piłkarzy, w większości to jego koledzy" - mówi.

>>>Niedoszły reprezentant Polski w Juventusie?

Na pytanie, czy Robert jest już definitywnie stracony dla Polski (według nowych przepisów FIFA zawodnik mający dwa obywatelstwa, który nie zagrał w reprezentacji seniorów w meczu o punkty, może zmienić drużynę - a Robert spełnia te kryteria), pani Aquafresca ożywia się.

"Nie wiem, jak będzie, ale jeśli go naprawdę chcą, muszą działać. Konkretnie muszą powiedzieć: jak to widzą, jak to ma być, czego od niego chcą, co mogą zaproponować. Dokładnie: tak, tak i tak! To jest dobry moment. Robert jest teraz ma młodzieżowych mistrzostwach Europy w Szwecji. Jest trochę podenerwowany, bo nie wie, co z nim będzie. Oświadczył, że nie weźmie zawodnika, który będąc na wypożyczeniu, strzelił swojemu macierzystemu klubowi bramkę. Syn ma sporo propozycji, strzelił w tym sezonie 13 goli w Serie A dla Cagliari. Jego menedżer Paolo Fabbre negocjuje kontrakt z Genuą, chętne są także Palermo, Atalanta i Roma, prasa pisze o Juventusie, zobaczymy..." - wylicza pani Ewa.

Zachęceni pojawiającą się szansą, roztaczamy wizję Acquafreski AD 2012. "Wyobraża sobie pani? Robert może zagrać w meczu otwarcia Euro w Warszawie przy 55 tysiącach publiczności. Ma dopiero 21 lat, przez kolejne dziesięć ma szansę być gwiazdą reprezentacji. Bez względu na to, ile strzeli goli w sezonie Serie A, będzie powoływany. U nas jest mniejsza konkurencja, we Włoszech cały czas lepsi są: Toni, Rossi, Gilardino, Iaquinta, Quagiarella, są jeszcze Balotelli i Giovinco".

"Balotelli? A co on gra, ile bramek strzelił? Giovinco? Jaki z niego napastnik, przecież to jest skrzydłowy, poza tym strasznie niski" - obrusza się pani Ewa. Przecież ta piłka jest taka twarda, moja głowa to by się chyba na pół rozpadła. Znam się na piłce. Balotelli wcale nie jest lepszy" - dodaje, widać wyraźnie, że targają nią sprzeczne odczucia.

"Roberta ciągnie do Polski, ale ostatni raz był tu kilka lat temu. Pojechaliśmy z nim i z mężem do Katowic. Cały czas na ulicy się oglądał, szarpał ojca za rękaw i mówił: tata, widziałeś ją?! Przecież Polki są niesamowite. W knajpie kopał go pod stołem, kiedy piękna kelnerka, blondynka, przyniosła jego ulubione pierogi. W końcu się wkurzyłam i mówię: synuś, ty się naciesz, ale tatusia na kolejne Polki już nie namawiaj. - kończy pół żartem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj