Gdyby Kazimierz Górski żył, wczoraj skończyłby 86 lat. Wielu "przyjaciół" zapomniało już o wspaniałym selekcjonerze. Pogrzeb słynnego trenera odbył się w Warszawie w
czerwcu ubiegłego roku. Od dziewięciu miesięcy odpowiedzialność za postawienie grobowca jest spychana z osoby na osobę. Powołano do tego celu nawet specjalny komitet, tyle że ten na razie nic
nie zrobił.
Płyną dni, trawa porasta ziemię na grobie, czasem jakiś kibic złoży w hołdzie flagę w biało-czerwonych barwach. Jednak pana Kazimierza bardziej potrafią docenić za granicą, a nie w kraju.
To przecież na ostatnim Kongresie UEFA nagrodzono go Orderem w Purpurze. A w Polsce nikt nie potrafi zająć się nawet jego grobowcem.
"Była zima, podobno wiosną ma to być wykonane..." - tłumaczy syn pana Kazimierza, Dariusz. Ale zima trwa od trzech miesięcy. Wcześniej były dziesiątki ciepłych dni! Jednak
PZPN, najbogatszy związek sportowy w Polsce, nie kiwnął nawet palcem, by godnie zachować się po śmierci człowieka, który rozsławił nasz futbol, który ze swoją drużyną wywalczył
mistrzostwo i wicemistrzostwo olimpijskie oraz trzecie miejsce w mistrzostwach świata.
Pana Kazimierza żegnały w czerwcu tłumy. Warszawską ulicę Długą, przy której mieści się Katedra Polowa Wojska Polskiego, zalało morze ludzi. Wczoraj o godzinie 8.00 to miejsce wyglądało
inaczej. Pojawiła się garstka osób, głównie najbliżsi. W takiej atmosferze odbyła się msza z okazji urodzin Kazimierza Górskiego.
"Nie nagłaśnialiśmy tego. Może to powód, dla którego zjawiło się tylko kilkanaście osób?" - zastanawia się Dariusz Górski. Czy jednak trzeba nagłaśniać takie
wydarzenia? Czy ci, którzy powtarzali wiele razy, że szanują pana Kazimierza, nie powinni pojawić się wczoraj na Długiej. Wstyd, i to wielki! Zabrakło ludzi, których trener zwykł nazywać
swoją armią.
"Cóż byłbym za wodzem bez tej armii" - mówił pan Kazimierz o drużynie, z którą ogrywał potęgi futbolu - Holandię, Argentynę i Włochy. Zabrakło nawet jednego z
przywódców - Grzegorza Laty, któremu marzy się posada nowego prezesa PZPN...
"Na mszę przyszli Jurek Kraska i Rysiek Milewski. Oni pamiętali" - kończy syn trenera. "Wiem, że pora była wczesna, niektórzy mieli pewnie jakieś swoje
sprawy..." - dodaje.