W poniedziałek (2 maja) w Warszawie Legia pokonała Lecha Poznań 1:0 i po raz 18. sięgnęła po puchar kraju, ale spotkanie na PGE Narodowym trwało dłużej niż zakładano. Sędzia dwukrotnie przerywał zawody. Powodem były race odpalane i rzucane przez kibiców.
owiedziała rzeczniczka stadionu PGE Narodowy Monika Borzdyńska.
Najbardziej widocznym efektem chuligańskich wybryków są zniszczone siedziska na trybunach.
wyliczyła.
Jak dodała, odpowiedzialność za straty ponosi PZPN, który był organizatorem finałowego spotkania.
Podczas poniedziałkowego meczu fani obu zespołów prezentowali efektowne oprawy (m.in. ogromne flagi, transparenty, kartony, baloniki), ale używali również wielu rac. Po raz pierwszy odpalono je przed rozpoczęciem zawodów; najpierw w sektorze sympatyków Legii, a później Lecha. W efekcie część stadionu została zadymiona.
Największe problemy zaczęły się w drugiej połowie, po zdobyciu gola przez Legię. Wówczas fani Lecha zarzucili boisko racami, przez co sędzia Szymon Marciniak musiał przerwać mecz.
Po prawie 10 minutach zawody wznowiono, ale trochę czasu upłynęło, zanim poprawiła się widoczność. Na krótko, ponieważ race wciąż były rzucane z poznańskiego sektora. Służby porządkowe co chwila wbiegały na murawę, żeby zabierać dymiące środki pirotechniczne. Później jeszcze raz, na chwilę, przerwano grę. W doliczonym czasie (sędzia przedłużył spotkanie o 12 minut) jedna z rac trafiła w stopę bramkarza Legii Arkadiusza Malarza, ale nie doznał obrażeń. Ostatecznie spotkanie udało się dokończyć.
Kiedy race mogły zostać wniesione na stadion?
powiedziała Monika Borzdyńska.
Rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski tuż po finale poinformował, że decyzje w sprawie kar zapadną prawdopodobnie w czwartek.
wspomniał Kwiatkowski.
Czy federacja zdawała sobie sprawę z możliwych wydarzeń na stadionie? dodał Kwiatkowski.