Dziennik Gazeta Prawana logo

Igor Sypniewski stacza się na dno

5 listopada 2007, 23:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Były reprezentant Polski stacza się na samo dno. Ósma rano, Łódź-Koziny. Miejscowi żule piją piwo pod sklepem. Alkoholicy, dla których nie ma już ratunku. Żyją tylko po to żeby pić, obojętnie co, byle miało parę procentów. Niestety, jest wśród nich Igor Sypniewski.

Niewyspany, upaprany, jakby noc spędził gdzieś pod gołym niebem, "Sypa" popijał piwko i wraz z kumplami szukał pieniędzy na następne. "Trzeba k... skombinować dwa złote" - mówili do siebie. Długo się kręcili po osiedlu, żebrząc. W końcu udało im się zdobyć trochę forsy. Sypniewski z kumplem wzięli taksówkę i pojechali do pobliskiego miejskiego ośrodka pomocy społecznej. Po co? Po kasę, na pewno większą niż sami są w stanie wyżebrać - pisze "Fakt".

Żule żyją w komunie. Jak któryś dostanie pieniądze w MOPS-ie, to zaraz je wydaje na alkohol dla wszystkich. Dobrze wiedzą, kiedy który ma otrzymać wypłatę. Jak "szczęśliwiec" nie ma siły dotrzeć do MOPS-u o własnych siłach, to inni mu pomagają. Sypniewski, pseudonim "Mongoł", jest szanowaną postacią wśród żuli na Kozinach. Grał w końcu w reprezentacji Polski, w Lidze Mistrzów i walnie przyczynił się do powrotu KS do ekstraklasy. Kiedy był piłkarzem łódzkiej drużyny, pilnował go były zapaśnik Marek J. Nie zawsze z powodzeniem, ale "Sypa" jakoś się trzymał i grał.

Niestety, później Sypniewski wyjechał do Szwecji, gdzie pił i wydawał resztki swoich oszczędności. Wrócił chory i spłukany. Marek J. już mu nie mógł pomóc, bo zniknął. Podobno siedzi w więzieniu w Ameryce Łacińskiej za próbę przemytu narkotyków. "Kumple z bramy są dla mnie najważniejsi" - lubi mówić Sypniewski.

Dziecko, narzeczona, rodzice - zeszli na dalszy plan. "Nie żal ci ich?" - nieraz pytali go koledzy z ŁKS, kiedy Igor pił po kątach. "Było, minęło" - odpowiadał i pił coraz więcej.

Igor coraz częściej ma kłopoty z prawem. Dostał wyrok w zawieszeniu za burdę, jaką wywołał podczas wiosennego meczu ŁKS z Lechem. Latem chciał mu pomóc właściciel łódzkiego zespołu Daniel Goszczyński. "Wytrzymam bez alkoholu" - mówił wtedy "Faktowi" Sypniewski. Niestety, nie wytrzymał. Niedawno znowu zatrzymała go policja, bo groził byłej narzeczonej. Pewnie pójdzie za kratki i wyjdzie jeszcze gorszy niż jest teraz. Dla byłego "czarodzieja boisk" nie ma już chyba ratunku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj