Na pewno będą zmiany w porównaniu do składu, który grał w Izraelu, ale nie przewidujemy większych eksperymentów. Mówiąc krótko, zmiany personalne tak, ale taktyka, strategia bez zmian - powiedział selekcjoner na konferencji prasowej w Warszawie.

W sobotę w Jerozolimie w podstawowej jedenastce zabrakło m.in. Roberta Lewandowskiego i Kamila Grosickiego. Kapitan drużyny narodowej pojawił się na boisku w drugiej połowie, a skrzydłowy angielskiego Hull City pozostał rezerwowym. Brzęczek pytany, czy we wtorek obaj wrócą do wyjściowego składu, odparł: Na pewno tak.

Wiadomo też, że od pierwszej minuty wystąpi Łukasz Piszczek, który rozstał się z kadrą po mundialu w Rosji półtora roku temu, ale teraz oficjalnie pożegna się z reprezentacją.

Umówiliśmy się z Łukaszem, że zagra od początku i potrwa to około 30 minut - poinformował szkoleniowiec.

Z powodów zdrowotnych już przed spotkaniem w Izraelu zgrupowanie opuścił Arkadiusz Milik, a w poniedziałek do klubów wyjechali Maciej Rybus, który także od kilku dni zmagał się z urazem, i Bartosz Bereszyński, który kontuzji nabawił się na treningu w Jerozolimie.

Bartek miał jutro zastąpić Łukasza, ale kontuzja niestety mu to uniemożliwi, z czego oczywiście nie jestem zadowolony. Na szczęście nie dotyczy to więzadeł, a uszkodzona jest łąkotka. Bartek wróci do klubu, tam przejdzie kolejne badania i prawdopodobnie będzie musiał poddać się artroskopii - zaznaczył Brzęczek i dodał, że pozostali piłkarze są w pełni sił i gotowi do gry we wtorek.

W sobotę jego zespół pokonał Izrael 2:1, po dobrej pierwszej połowie i słabszej końcówce meczu, kiedy gospodarze mocniej przycisnęli.

Jesteśmy zadowoleni, że udało nam się przywieźć trzy punkty. W pierwszej połowie prezentowaliśmy się bardzo dobrze pod względem taktycznym, kreowaliśmy sytuacje, była agresywność. Niedosyt, który mamy po Izraelu, dotyczy głównie skuteczności. Byliśmy praktycznie sam na sam z bramkarzem, a nie umieliśmy tego wykorzystać. Były też inne sytuacje. Po zmianie stron brakowało ostatniego podania, notowaliśmy straty. To powodowało, że w ostatnim kwadransie przeciwnik mógł nas kontratakować. Dokonaliśmy już analizy tego spotkania, powiedzieliśmy sobie, że nie możemy dopuszczać do czegoś takiego - powiedział Brzęczek.

Pewni już nie tylko awansu do Euro 2020, ale i pierwszego miejsca w grupie biało-czerwoni jedynej porażki w kwalifikacjach doznali we wrześniu ze Słowenią (0:2) na jej terenie.

Pamiętamy o tym, ale nie traktujemy tego spotkania jak okazji do rewanżu, nie myślimy tymi kategoriami. Gramy na swoim stadionie, chcemy walczyć o zwycięstwo, o trzy punkty i to jest nasz główny cel. W Lublanie przegraliśmy, ale do 35. minuty, czyli momentu straty bramki graliśmy bardzo dobrze. Później gra przestała nam się układać. Takie występy, takie porażki w trakcie całego cyklu kwalifikacji mogą się zdarzyć. Co więcej, są ważne, jeśli potrafi się z nich wyciągnąć pozytywne wnioski. Nam się to udało, przetrwaliśmy ten ciężki okres i później było już lepiej - tłumaczył selekcjoner.

Wzbraniał się też przed traktowaniem wtorkowej potyczki przez pryzmat walki o rozstawienie w losowaniu turnieju finałowego ME, które 30 listopada odbędzie się w Bukareszcie.

Najważniejsze jest to, co na boisku. Nie patrzymy na to spotkanie przez pryzmat losowania, koszyków czy czegokolwiek innego. Nie zawracamy sobie głowy rozmaitymi uwarunkowaniami. Jak się zbyt dużo patrzy na statystyki, wszelkie rachunki, analizy, to można się pogubić, dlatego skupiamy się przede wszystkim na meczu ze Słowenią. Poza tym przed mistrzostwami świata byliśmy w pierwszym koszyku, później nie wyszliśmy z grupy. Z kolei teraz może się zdarzyć, że Portugalia będzie w trzecim koszyku, Dania w czwartym i trafi się do bardzo trudnej grupy - zauważył.

  Początek wtorkowego meczu Słowenia - Polska na PGE Narodowym o godz. 20.45.

  psav linki wyróżnione