"Wasyl. Wasyl. Wasyl". Trybuna najbardziej fanatycznych kibiców Anderlechtu domaga się, żeby Marcin Wasilewski wbiegł w pole karne. Jest rzut rożny, a wiadomo - jak korner, to Polak wkłada głowę tam, gdzie jego koledzy nie przyłożyliby nogi. Nasz reprezentant spełnia życzenie, pędzi na pole karne, uderza, ale chybia. Jęk zawodu, ale po chwili oklaski za walkę. Fani są zadowoleni, bo "Fiołki" wygrywają z Westerlo 3:1 - pisze "Fakt".
"Już nie zapędzam się tak często pod bramk rywali. Wolę pilnować tyłów, bo zdarzały się mecze, w których prowadziliśmy 2:0, a potem remisowaliśmy 2:2. Nie możemy sobie pozwolić na taką beztroskę" - mówi Marcin, który w Brukseli jest wielką gwiazdą. Kibice kochają Polaka za te same cechy, które pokazuje w kadrze - nieustępliwość, zaangażowanie i serce do gry. "Ja nawet na treningach gram ostro" - przyznaje Polak. "Koledzy nauczyli się już słowa <spokojnie> po polsku, żeby czasem załagodzić sytuację" - dodaje.
"Marcin to po prostu ambitny chłopak. Wniósł do drużyny bardzo dużo i szybko się zaaklimatyzował" - opowiada "Faktowi" Bart Goor. "Ja już żyję meczem w Chorzowie i czasem przypominam o nim belgijskim piłkarzom z mojej drużyny. Lubię ich w żartach postraszyć, że na Śląskim będzie gorąco" - opowiada Marcin. Pozycja Wasilewskiego w Anderlechcie jest bardzo mocna i kiedy w dwóch meczach trener Frank Vercauteren nie wystawił naszego reprezentanta, wydawało się, że chce dać więcej szans Markowi De Manowi, który... gra w kadrze Belgii. "De Man gra nominalnie na innej pozycji. To po prostu wynikało z formy Marcina. Kiedy był w słabszej dyspozycji, stawiałem na De Mana" - tłumaczy Vercauteren.