Pewnie, że tak. "Franek Smuda gdzie te cuda?” Wszędzie gdzieś tam się znajdzie grupka kibiców, która podpuszcza resztę. Powiedziałem przed sezonem, że idziemy na mistrza i
już mnie próbują rozliczać. A co miałem powiedzieć, że gramy o utrzymanie? Każda drużyna przed sezonem ma szansę na mistrzostwo.
Jesteśmy na trzecim miejscu. Możemy jeszcze wyprzedzić Legię, jest o co walczyć. Sporo fajnych meczów już wygraliśmy i będziemy wygrywać następne. Naprawdę ta drużyna robi stałe
postępy.
Chciałbym tych chłopków. Ale czy uda się te wszystkie transfery załatwić tego nie wiem. Jestem po rozmowach z Tomkiem Frankowskim. Wszystko ustaliliśmy. Wierzę, że
"Kotek”, jak go zawsze nazywałem, nie stracił nosa do goli. Widziałem go w kilku meczach towarzyskich. Cały czas jest ruchliwy, sprytny. Oj, w polskiej lidze to on jeszcze
może długo grać.
Wisłą Płock i Zagłębie Lubin nie chcą ich puścić przed końcem sezonu i to jest ich wielki błąd. Z niewolników nie ma pracowników. Niech prezesi tych klubów nie wierzą, że oni im coś
do czerwca pomogą, jeśli w głowie mają Lecha. Nie nadstawią nogi, nie zaryzykują kontuzji, nie dadzą z siebie wszystkiego. To będzie tkwić w ich podświadomości. Arboleda powiedział mi,
że do Zagłębia to on już nie wróci. Podobno biją się tam między sobą czy coś takiego.
Jak on już się zmusi do gry to tylko w Widzewie obok swojego domu. I co mi z tego, że przekonam chłopaka do Lecha? Musiałbym wtedy wziąć odpowiedzialność za niego. Udowadniać, że się
nadaje, że jemu będzie się chciało. Jak z jajkiem się obchodzić. I jak to się ma do mojego systemu, w którym wszyscy muszą zapieprzać?
Mam taki brylancik i już go szykuję. Peruwiańczyk Cueto ma 17 lat i jest gówniarz tak bezczelny na boisku jakby był dziesięć lat starszy. Ma kapitalną lewą nogę. Pytanie tylko czy wytrzyma
okres przygotowawczy.
Nikt nie płacze z powodu moich przygotowań, raczej z własnej słabości.
Niech pan nie wierzy w takie bzdury. Zawsze puszcza się trochę kitu jak coś nie idzie. Mnie to w ogóle nie dotyka. Powiem tak. Dla mnie wszyscy zawodnicy to pupilki, ale na boisku nie mam
faworytów i świętości. Nawet księdzu bym dał pałą i za łeb wyrzucił jakby nie dawał z siebie wszystkiego.
Kiedyś rządzili piłkarze. To prawda. Ale te czasy już minęły. Jest tak duże bezrobocie wśród piłkarzy, że muszą zachowywać się jak profesjonaliści. Mają za duże ryzyko trafienia na
bruk. W Niemczech są setki bezrobotnych graczy.
Mnie Beenhakker nigdy nie zaprosi. Chyba za stary jestem. Zresztą nie narzekam. On mnie unika, a ja jego i nie jest mi z tym źle. Był parę razy u nas na meczu, ale jakoś nie chciał pogadać,
choć znam kilka języków. Holender słusznie uważa się za mistrza świata. Tyle, że ja mam zwyczaj padać na kolana tylko w kościele.
Chyba mocną. Przed świętami dostałem propozycję pracy z Erzgebirge Aue i poproszono mnie abym z niej nie korzystał. Ja tu mam jeszcze konkretną robotę do wykonania. Też chciałem
zostać.
Jeden się już skusił. Ale ja bym się nie dał nabrać. Zresztą wiele lat temu już tam grałem w Los Angeles Aztecs. Piłka w Ameryce to jest operetka a nie futbol. Zawsze tak było i zawsze
będzie.