Tak, dzwonił zaraz po posiedzeniu Wydziału Gier. Odczułem, że był lekko podłamany. Stwierdził, że teraz zrobi wszystko, by GKS był jak najwyżej w tabeli. W możliwość jego przejścia do
Wisły nikt już chyba nie wierzy, bo po tej aferze z moim kontraktem władze GKS nie puszczą Łukasza. Co jednak nie znaczy, że razem jeszcze nie zagramy - pozostaje przecież reprezentacja
Polski.
Czy ja wiem? Łukasz poradziłby sobie w Krakowie, jestem pewien, że nie siedziałby na ławce. A odległość do reprezentacji jest taka sama z każdego miejsca - byle na boisku, a nie poza nim.
Jeszcze półtora roku temu wydawało się, że z Bełchatowa nikt nie ma prawa trafić do kadry, a tymczasem mnie i Łukaszowi się to udało. Teraz trener Beenhakker powołuje także piłkarzy
innych słabszych klubów. Reguły nie ma.
Wróciłem po to, by grać i walczyć o wyjazd na Euro. A także o mistrzostwo Polski. Wisła rzeczywiście jest silna. Tak mocna, że w każdym meczu będzie się od nas, słusznie zresztą,
wymagać zwycięstw. Będziemy musieli zawsze walczyć o trzy punkty, czy to w Kielcach, czy grając w Krakowie z Polonią Bytom.
Nie przesadzajmy. Stres to ja czułem przed debiutem w Serie A przeciwko Milanowi. Teraz jest tylko miły dreszczyk emocji.
Wojtek wrócił z tego samego powodu i też będzie chciał od razu pokazać się selekcjonerowi z dobrej strony. Obaj będziemy starali się sobie przeszkodzić. Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale
myślę, że na zgrupowaniach się polubiliśmy. Teraz sentymentów nie będzie. A co do obserwacji Leo Beenhakkera, to będzie on teraz miał pełny obraz naszych możliwości. Jeden mecz o niczym
nie przesądzi.
Lepszy bym miał za jakieś trzy kolejki, jak będę już w pełnej dyspozycji, ale teraz też coś spróbuję wymyślić. Wojtek to świetny bramkarz, bardzo dobry na przedpolu, ale słabiej broni
strzały po ziemi. Może to jest metoda, by od razu przypomnieć się Beenhakkerowi...