Wojciech Szczęsny złamał obie ręce. Bramkarz Arsenalu tak niefortunnie podniósł na siłowni sztangę, że ta zwaliła się mu na ręce całym ciężarem. Sezon już się dla niego skończył. "Być może uda mi się uniknąć gipsu, ale wyglądało to tragicznie. Ręce miałem złożone w literę S" - opowiada młody reprezentant Polski.
"Najgorsze, że sztanga wcale nie była ciężka" - mówi DZIENNIKOWI bramkarz. "Po prostu straciłem równowagę, a sztangę miałem nad szyją, więc chciałem za wszelką cenę do końca utrzymać ją, żeby nie spadła mi na głowę . No i przygniotła mi ręce" - tłumaczy.
Do nieszczęścia doszło na poniedziałkowym treningu, a ze szpitala Szczęsny wyszedł dzień później. Z fatalną diagnozą. "Obie ręce mam złamane trochę powyżej nadgarstka" - mówi zawodnik młodzieżówki. "Być może uda mi się uniknąć gipsu, ale wyglądało to tragicznie. Ręce miałem złożone w literę <S>" - opowiada.
Wiadomo już, że kontuzja eliminuje młodego bramkarza z treningów na co najmniej trzy miesiące. "Ale w bramce rezerw Arsenalu nie stanę prawdopodobnie do końca sezonu" - kończy Szczęsny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|