Dziennik Gazeta Prawana logo

Leo czy Lato: kto kogo przechytrzy?

18 lutego 2009, 10:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Jutro w Poznaniu piłkarski szczyt. I nie chodzi tu o walkę Lecha z Udinese w Pucharze UEFA. Mecz to pretekst do spotkania Grzegorza Laty z Leo Beenhakkerem. Gdyby sytuacja w polskim futbolu była normalna, nie byłoby w tym nic dziwnego. Ot, prezes federacji porozmawia ze swoim pracownikiem. Stan permanentnej wojny między piłkarskim związkiem a holenderskim selekcjonerem sprawia jednak, że wydarzenie urasta do - zachowując odpowiednie proporcje - wizyty premiera Tuska w pałacu prezydenta Kaczyńskiego" - pisze w DZIENNIKU Cezary Kowalski.

>>>Wierzcie lub nie - Leo pracuje za darmo

Scenariusz, w którym obie strony dojdą do porozumienia, znów uścisną sobie dłonie, wymienią promienne uśmiechy i przynajmniej przez chwilę będą udawać, że nie ma problemu, tym razem wydaje się już nie do powtórzenia. Teoretycznie wszystko jest jasne. Leo Beenhakker z różnych przyczyn nie ma już ochoty pracować w Polsce. Ostentacyjnie podjął właśnie pracę w Feyenoordzie Rotterdam, lekceważąc opinię zarządu PZPN i samego Grzegorza Laty, który na to się nie godził. Lato, podobnie jak niemal wszyscy w jego związku, ma Holendra po dziurki w nosie i nie marzy o niczym innym jak o wywaleniu go z hukiem. A zmiana selekcjonera po blisko trzech latach pracy nie jest oznaką żadnego cywilizacyjnego zapóźnienia. Przeciwnie, federacje o znacznie bardziej ugruntowanej renomie - jak angielska, niemiecka, włoska czy hiszpańska - robią to nawet częściej. Poza nielicznymi wyjątkami narodowi selekcjonerzy częste zwolnienia mają wpisane w charakterystykę pracy. Beenhakker przez ponad czterdzieści lat nie zagrzał nigdzie miejsca dłużej niż trzy lata. O co zatem chodzi? Przecież Holender po serii wyjątkowo perfidnych zagrywek, które wykonał, sam ogłosił na antenie TVP: "Jeśli uważacie moje zachowanie za niesubordynację, zwolnijcie mnie!".

Z kolei PZPN nie chce płacić nie dlatego, że nie ma funduszy (kilkaset tysięcy euro bogaty związek znalazłby bez trudu), ale właśnie dlatego, aby "bezczelnemu intruzowi" tej satysfakcji nie dać. Sprytny Leo nie podpisał oficjalnej umowy z Feyenoordem, aby PZPN nie stwarzać powodu do zwolnienia dyscyplinarnego. Siedzi w Rotterdamie, przygotowuje transfery Feyenoordu i gwiżdże na całą resztę, twierdząc, że w wolnym czasie może robić, co chce. Działacze z PZPN w knuciu intryg i tego typu rozgrywkach są jednak biegli. Szykują kontratak. Podpowiedzieli Lacie, aby ten zmusił Beenhakkera do wykonania dwunastu prac przed meczami eliminacyjnymi pod koniec marca. Jeśli Leo nie stosowałby się do napiętego harmonogramu i czmychał ukradkiem do Rotterdamu, byłby powód, aby pozbyć się go bez płacenia odszkodowania.

Kto kogo przechytrzy podczas rozwiązywania kontraktu - tylko o to grają obie strony. To przykre, ale kwestie naszego awansu do finałów mundialu w RPA i udziału Lecha w Pucharze UEFA zeszły chwilowo na dalszy plan.

>>>Listkiewicz ujawni, jak zwolnić Beenhakkera

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj