Dziennik Gazeta Prawana logo

Rehabilitacja Lecha. Śląsk pokonany

12 września 2010, 08:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Spotkanie było dla obu drużyn znakomitą okazją do rehabilitacji po ostatnich, nieudanych występach. W poprzedniej kolejce Śląsk przegrał z Lechią Gdańsk (0:2), a Lech musiał uznać wyższość Jagiellonii Białystok (0:2). Lepiej we Wrocławiu zaprezentowali się poznaniacy, którzy wygrali 2:1.

Śląsk Wrocław - Lech Poznań 1:2 (1:1)

Bramki: 0:1 Sławomir Peszko (24-wolny), 1:1 Cristian Omar Diaz (45-karny), 1:2 Artjoms Rudnevs (51).

Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Sebastian Mila. Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski, Marcin Kikut, Kamil Drygas.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 8 500.

Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Amir Spahić, Krzysztof Wołczek - Piotr Ćwielong (68. Łukasz Madej), Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Waldemar Sobota (68. Marek Gancarczyk) - Cristian Omar Diaz, Tomasz Szewczuk (82. Łukasz Gikiewicz).

Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Sławomir Peszko (78. Jakub Wilk), Ivan Djurdjević, Dimitrije Injac (84. Kamil Drygas), Semir Stilić, Siergiej Kriwiec - Artjoms Rudnevs (71. Artur Wichniarek).

Początek spotkania należał do wrocławian, którzy już w dziewiątej minucie mogli prowadzić. Waldemar Sobota minął na prawej stronie Panamczyka Luisa Henriqueza, ale mając przed sobą tylko bramkarza minimalnie przestrzelił. Lech swoje akcje rozgrywał długo, ale bez pomysłu.

Na gola kibice musieli czekać aż do 24. minuty, ale gdy już padł, bez wątpienia może aspirować do tytułu bramki kolejki. Po faulu na Kolumbijczyku Manuelu Arboledzie Sławomir Peszko ustawił piłkę trzydzieści metrów od bramki i mocnym strzałem z rzutu wolnego pod poprzeczkę wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Piłka szybowała tak szybko, wirując przy tym w powietrzu, że bramkarz Śląska nie zdążył nawet zareagować.

Śląsk wyrównał jeszcze przed przerwą. W 45. minucie w polu karnym gości Henriquez zagrał piłkę ręką, sędzia wskazał na rzut karny, który na bramkę zamienił Argentyńczyk Cristian Diaz. Nie był to jednak koniec emocji. Minutę później Semir Stilic trafił w słupek, a po chwili także do bramki, ale sędzia dopatrzył się spalonego i gol nie został uznany. Ta sytuacja tak zdenerwowała trenera gości, że po gwizdku kończącym pierwszą odsłonę wybiegł do sędziego na środek boiska, a drugą... oglądał już z trybun.

Lech cofnął się na własną połowę i szansy na zdobycie bramki szukał w kontratakach. Po jednym z nich Łotysz Artjoms Rudnevs wykorzystał błąd słowackiego bramkarza wrocławian i zdobył drugą bramkę. Odpowiedź Śląska była błyskawiczna. W dużym zamieszaniu w polu karnym gości Krzysztof Wołczek z sześciu metrów uderzył mocno, ale prosto w dobrze ustawionego Krzysztofa Kotorowskiego.

Od tego momentu gra się wyrównała. Oba zespoły stworzyły sobie jeszcze kilka dogodnych sytuacji, ale wynik nie uległ już zmianie, mimo że mecz został przedłużony aż o sześć minut.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj