Dziennik Gazeta Prawana logo

Ruch i "Jaga" dzielą się punktami

28 listopada 2010, 19:29
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Wizyta lidera tabeli nie przyciągnęła na stadion kompletu chorzowskich kibiców, co nie mogło dziwić, zważywszy na warunki atmosferyczne. Gospodarze, pragnący uciec ze strefy spadkowej, wspominali z sentymentem ubiegłoroczną wygraną z "Jagą" 5:2. Ale w niedzielę goście tym razem na takie słabości sobie nie pozwolili. Skończyło się na 0:0.

Żółta kartka - Ruch Chorzów: Marcin Malinowski, Gabor Straka. Jagiellonia Białystok: Mladen Kascelan, Jarosław Lato.

Sędzia: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów 5 000.

Ruch Chorzów: Matko Perdijić - Krzysztof Nykiel, Piotr Stawarczyk, Maciej Sadlok, Grzegorz Bronowicki - Wojciech Grzyb, Marcin Malinowski, Andrej Komac (73. Sebastian Olszar), Gabor Straka, Łukasz Janoszka (87. Arkadiusz Piech) - Maciej Jankowski.

Jagiellonia Białystok: Grzegorz Sandomierski - Tadas Kijanskas (41. Tomasz Frankowski), Andrius Skerla, Thiago Cionek, Alexis Norambuena - Tomasz Kupisz (83. Maciej Makuszewski), Marcin Burkhardt (75. Franck Essomba), Hermes, Mladen Kascelan, Jarosław Lato - Kamil Grosicki.

W pierwszej połowie bliżej objęcia prowadzenia byli gospodarze, kiedy w 19. minucie białostocki bramkarz nogą obronił strzał Andreja Komaca. Za ofensywę Jagiellonii odpowiadał na początku Kamil Grosicki. Jeszcze przed przerwą atak "wzmocniony" został przez doświadczonego napastnika Tomasza Frankowskiego, który zastąpił obrońcę Tadasa Kijanskasa.

Drużyna z Białegostoku z Ruchem na jego stadionie nigdy w ekstraklasie nie wygrała i podopieczni trenera Michała Probierza na pewno tę serię zamierzali zmienić. A ponieważ gospodarze mieli "nóż na gardle" z racji skromnej zdobyczy punktowej jesienią - o zachowawczej grze nie było mowy.

Na wprowadzenie drugiego napastnika - Sebastiana Olszara - zdecydował się również szkoleniwoiec "Niebieskich" Waldemar Fornalik. W końcówce wszedł na boisko jeszcze Arkadiusz Piech i w doliczonym czasie gry z kilku metrów nie zdołał pokonać Grzegorza Sandomierskiego. Goście też mieli wielką szansę na trzy punkty, jednak Tomasz Frankowski przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem chorzowian. Zmarznięci kibice goli nie obejrzeli, a piłkarze musieli zadowolić się remisem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj