Piast zimową przerwę w rozgrywkach spędził na pozycji lidera i z pięciopunoktową przewagą nad Legią. Wiosną jednak drużyna trenera Radoslava Latala mocno spuściła z tonu i w ośmiu dotychczasowych występach wywalczyła tylko 10 pkt, o dziewięć mniej niż ekipa stołeczna.

W niedzielę już po siedmiu minutach gry i trafieniach Łukasza Janoszki oraz Filipa Starzyńskiego z rzutu karnego goście przegrywali 0:2. Skończyło się 1:4, m.in. po drugim trafieniu Janoszki po przerwie, a czeski szkoleniowiec gliwiczan przepraszał na konferencji prasowej kibiców Piasta za zaprezentowaną formę.

Zupełnie inne nastroje panują w Lubinie. Zagłębie wiosną straciło najmniej goli w lidze - pięć, doznało tylko jednej porażki (z Legią) i z 17 pkt ma gorszy bilans tej części rozgrywek tylko od zespołu z Warszawy.

Wygrana z Piastem, który do walki w tzw. grupie mistrzowskiej przystąpi z drugiej pozycji, pozwoliła piłkarzom trenera Piotra Stokowca zbliżyć się na punkt do zajmujących trzecią i czwartą lokatę Cracovii oraz Pogoni Szczecin.

Legia w tej kolejce zremisowała przed własną publicznością z Lechią Gdańsk 1:1. Wszystko wyglądało dobrze dla gospodarzy od 21. minuty, gdy na listę strzelców wpisał się Słowak Ondrej Duda. Jednak na początku drugiej połowy do wyrównania doprowadził Grzegorz Kuświk, a od 56. minuty po czerwonej kartce dla Ariela Borysiuka miejscowi musieli radzić sobie w dziesiątkę. To druga na wiosnę potyczka (po porażce w Niecieczy), której legioniści nie rozstrzygnęli na swoją korzyść.

Trzecia w tabeli Cracovia, która liderowi ustępuje już o 14 punktów, zaledwie zremisowała u siebie ze słabo spisującym się ostatnio Górnikiem Łęczna 0:0. Na dodatek to goście byli bliżej zwycięstwa.

Cieszymy się bardzo, że nie przegraliśmy tego spotkania - przyznał na konferencji prasowej Piotr Górecki, zastępujący zawieszonego przez Komisję Ligi trenera Cracovii Jacka Zielińskiego.

Wcześniej piłkarze z Łęcznej przegrali w ekstraklasie cztery kolejne spotkania. Mimo remisu zajmują przedostatnie miejsce, mając taki sam dorobek punktowy jak czternasty Śląsk (po 31).

Wrocławianie w piątek sprawili niespodziankę wygrywając w Poznaniu. Wprawdzie broniący tytułu Lech spisuje się w tym sezonie poniżej oczekiwań, ale chyba niewielu kibiców spodziewało się takiego wyniku. Zwycięstwo gościom, prowadzonym przez byłego trenera "Kolejorza" Mariusza Rumaka, zapewnił już w 10. minucie Japończyk Ryota Morioka.

Za Śląskiem i ekipą z Łęcznej plasuje się tylko Górnik Zabrze. Czekający na ligowe zwycięstwo od 18 grudnia zespół zremisował u siebie z czwartą w tabeli Pogonią Szczecin 1:1. Gospodarze prowadzili po trafieniu Bartosza Kopacza, ale w 50. minucie wyrównał prezentujący w tym sezonie świetną dyspozycję doświadczony Rafał Murawski.

Szansy zbliżenia się do czołowej ósemki nie wykorzystała Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Beniaminek przegrał u siebie z Koroną Kielce 0:1 po bramce strzelonej z bliska przez Kamila Sylwestrzaka w 73. minucie.

Krok w tym kierunku, już trzeci pod wodzą trenera Dariusza Wdowczyka, wykonała za to Wisła. Krakowianie pokonali w niedzielę w Chorzowie Ruch 3:2 i było to ich trzecie z rzędu zwycięstwo. We wszystkich spotkaniach, w których ten szkoleniowiec prowadził "Białą Gwiazdę", padło w sumie 17 goli.

W Chorzowie gole dla gości zdobyli Arkadiusz Głowacki, Czech Zdenek Ondrasek i Rafał Wolski, ale na miano największego bohatera zasłużył Michał Miśkiewicz, który w 90. minucie obronił rzut karny wykonywany przez Patryka Lipskiego.

Bramkę numer 14. w sezonie strzelił dla "Niebieskich" Mariusz Stępiński, który w poprzednim sezonie grał w Wiśle. Lepszy od niego - 25 trafień - jest tylko Nemanja Nikolic z Legii.

Krakowianie zajmują ósmą pozycję z 35 pkt. Tyle samo ma dziewiąta Lechia i dziesiąta Jagiellonia, która w poniedziałek w Białymstoku podejmie Podbeskidzie Bielsko-Biała na zakończenie przedostatniej serii sezonu zasadniczego.

Po 30 kolejkach, czyli 9 kwietnia, drużyny utworzą dwie ośmiozespołowe grupy - mistrzowską i spadkową. Ich dotychczasowy dorobek punktowy zostanie podzielony na pół, w razie nieparzystej liczby zaokrąglony do góry. Następnie każdy rozegra jeszcze po siedem meczów w swoich grupach - po jednym z każdym z rywali.