Od pierwszej minuty to Śląsk był stroną prowadzącą grę, a Ruch przyczajony na własnej połowie szukał szans głównie w kontratakach. Ponieważ wrocławianom ciężko było się przebić przez szczelną obronę gości, a ci też nie bardzo radzili sobie z wyprowadzaniem szybkich ataków, długo pod bramkami nic się nie działo.

Reklama

Temperaturę podniósł dopiero Rafał Grodzicki, który tak podawał do Marcina Kowalczyka, że piłka trafiła pod nogi Ryoty Morioki. Japończyk był sam przed Kamilem Lechem, ale bramkarz Ruchu zdołał obronić płaski strzał. Chwilę później groźnie zza pola karnego uderzył Kamil Biliński i piłka minimalnie minęła górny róg bramki gości.

Przewaga Śląska wzrosła, gra przesunęła się bliżej bramki gości i właśnie wtedy przyjezdni wyprowadzili skuteczny atak. Patryk Lipski zagrał do wbiegającego w pole karne Piotra Ćwielonga, a były gracz Śląska technicznym strzałem przelobował Mariusza Pawełka i Ruch wyszedł na prowadzenie. Była to pierwsza bramka zdobyta w tym sezonie na stadionie we Wrocławiu.

Gospodarze starali się szybko odrobić straty, ale grali niedokładnie, wolno i nie mogli przedostać się w pole karne Ruchu. Po stracie gola do przerwy udało się to tylko raz, ale płaskie dośrodkowanie Alvarinho w ostatniej chwili przeciął Grodzicki.

Druga połowa mogła dobrze się zacząć dla Śląska, ale Morioka uderzając z linii pola karnego posłał piłkę nad poprzeczką. Jak się powinno uderzać pokazał kilka chwil później ponownie Ćwielong. Po rzucie rożnym Pawełek wypiąstkował piłkę wprost pod nogi skrzydłowego gości. Ten uderzył płasko przy słupku i było już 0:2.

W kolejnych minutach obraz gry wyglądała podobnie jak w pierwszej połowie. Śląsk był częściej przy piłce, ale grał wolno, schematycznie i przede wszystkim zbyt niedokładnie, aby zaskoczyć dobrze ustawiającą się defensywę Ruchu. To kontrataki gości były groźniejsze i po jednym z nich Ćwielong mógł po raz trzeci trafić do siatki, ale z kilku metrów fatalnie przestrzelił.

Ożywienie w poczynania Śląska wnieśli wprowadzeni trzej debiutanci: Niemiec Mario Engels oraz dwóch Hiszpanów Joan Angel Roman i Sito Riera. Ten drugi w 74. minucie popisał się świetnym zagraniem do tego trzeciego, który znalazł się sam przed Lechem. Bramkarz Ruchu interweniując sfaulował Hiszpana i sędzia podyktował rzut karny, którego na gola zamienił Morioka.

Tak naprawdę dopiero od tego momentu zaczęły się emocje w Wrocławiu i senne spotkanie się ożywiło. Śląsk, głównie za sprawą trzech debiutantów, wyraźnie przyspieszył. Chorzowianie nie dali się już jednak więcej zaskoczyć i udało im się utrzymać prowadzenie do końca.

Reklama

Śląsk Wrocław – Ruch Chorzów 1:2 (0:1)
Bramka: 0:1 Piotr Ćwielong (38), 0:2 Piotr Ćwielong (52), 1:2 Ryota Morioka (75-karny).
Żółta kartka – Śląsk Wrocław: Alvarinho, Lasza Dvali. Ruch Chorzów: Rafał Grodzicki, Michał Koj.
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8 384.
Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek – Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Lasza Dvali – Alvarinho (69. Joan Roman), Filipe Goncalves, Ostoja Stjepanovic, Ryota Morioka, Łukasz Madej (62. Mario Engels) – Kamil Biliński (62. Sito Riera).
Ruch Chorzów: Kamil Lech - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Marcin Kowalczyk, Michał Koj - Kamil Mazek (89. Miłosz Przybecki), Łukasz Surma, Patryk Lipski, Maciej Urbańczyk, Piotr Ćwielong – Eduards Visnakovs (83. Jakub Arak).