Śląsk zaczął spotkanie bardzo wysokim pressingiem i nie minęło 120 sekund, a przyniosło to bramkowy efekt. Goście próbowali wyprowadzić piłkę spod własnej bramki, ale robili to tak, że przejęli ją gospodarze. Na strzał z pola karnego zdecydował się Michał Chrapek, piłka jeszcze odbiła się od jednego z rywali wpadła do siatki.

Wojskowi po szybkim objęciu prowadzenia nadal naciskali rywali. Kilka chwil po golu Chrapka prowadzenie mógł podwyższyć Przemysław Płacheta, ale Pavels Steinbors zdołał nogą zatrzymać piłkę. Bramkarz był najlepszym zawodnikiem gości w pierwszych 30 minutach i gdyby nie jego interwencje, prowadzenie Śląska mogło być wyższe.

Arka nie radziła sobie z pressingiem i nie tylko nie mogła przedostać się pod pole karne Śląska, ale nawet wyjść z własnej połowy. Gdynianie przez ten okres ograniczali się praktycznie tylko do kopania piłki do przodu z nadzieją, że osamotniony Dawit Szirtładze coś tam zdziała.

Groźnie w polu karnym wrocławian zrobiło się dopiero po pół godzinie, kiedy niepewnie interweniował po dośrodkowaniu Matus Putnocky. Później bramkarz Śląska sugerował sędziemu, że był faulowany. Po kilku chwilach Słowak ponownie został bezpardonowo zaatakowany przez rywala i na boisku doszło do przepychanek. Od tego momentu do końca pierwszej połowy mniej było gry w piłkę, a więcej fauli, ostrej walki i przepychanek.

Po zmianie stron role się odwróciły - to Arka zaczęła podchodzić wysokim pressingiem i Śląsk został zepchnięty do defensywy. Różnica polegała na tym, że z przewagi gdynian nic nie wynikało a także na tym, że wrocławianie także starali się wyżej atakować rywali.

I ponownie przyniosło to efekt. Naciskani defensorzy gości tuż przed polem karnym stracili piłkę, która trafiła do Erika Exposito. Hiszpan miał problemy z jej przyjęciem, ale zdołał oddać strzał i było 2:0.

To nie był koniec emocji we Wrocławiu. Arka atakowała i szukała gola kontaktowego. Zdobyła go, a pomogli w tym sami rywale a dokładnie Przemysław Płacheta. Młodzieżowiec wrocławian w niegroźnej sytuacji zagrał ręką w polu karnym i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Marko Vejinovic i nie dał szans bramkarzowi Śląska.

Do końca pozostało 10 minut i gdynianie rzucili się do szaleńczych ataków. Nie zdołali już nie tylko zdobyć gola, a nawet zagrozić poważniej bramce wrocławian.

Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 2:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Michał Chrapek (2), 2:0 Erik Exposito (58), 2:1 Marko Vejinovic (81-karny).

Żółte kartki: Śląsk Wrocław: Wojciech Golla, Jakub Łabojko. Arka Gdynia: Dawit Szirtładze.

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom). Widzów 10 532.

Śląsk Wrocław: Matus Putnocky - Łukasz Broź, Israel Puerto (84. Mariusz Pawelec), Wojciech Golla, Dino Stiglec - Przemysław Płacheta (90+2. Mateusz Hołownia), Michał Chrapek (66. Mateusz Radecki), Jakub Łabojko, Krzysztof Mączyński, Robert Pich - Erik Exposito.

Arka Gdynia: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Christian Maghoma, Adam Marciniak, Jakub Wawszczyk (87. Kamil Antonik) - Nando Garcia, Marko Vejinovic, Azer Busuladzic, Michał Nalepa (74. Rafał Siemaszko), Maciej Jankowski (71. Marcus Vinicius) - Dawit Szirtładze.