Hiszpan na czas obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa przeprowadził się z Gliwic do pobliskiego Toszka.

Reklama

To tylko tymczasowo. Kiedy dowiedzieliśmy się o ograniczeniach w poruszaniu się, postanowiliśmy na krótko przenieść się z mieszkania do domu z ogródkiem. Znalazłem z żoną taki w Toszku i się przeprowadziliśmy. Dzięki temu możemy więcej czasu spędzać na dworze. Ale do Gliwic na pewno wrócimy – wyjaśnił kapitan zespołu trenera Waldemara Fornalika.

Przyznał, że początek trwającej nieplanowanej przerwy w rozgrywkach z powodu epidemii był dla niego trudny.

Teraz już się przyzwyczaiłem do tego ciągłego siedzenia w domu. Rytm dnia mamy niezmienny. Wstajemy o 6.30 z młodszą córką, potem, kiedy w dzień śpi, jej starsza siostra wykonuje swoje zadania nadesłane przez nauczycielkę z przedszkola, a my z żoną ćwiczymy jogę. Później mnóstwo czasu spędzam na zabawie z dziećmi. Żona nie ma wyjścia – musi ze mną wytrzymać - śmiał się 30-letni zawodnik.

Podkreślił, że to życiowa partnerka namówiła go na jogę.

Powtarzała mi od dawna, że to mi dobrze zrobi. Pierwszy raz był straszny, bolało mnie dosłownie wszystko. Ale potem już codziennie czułem się dużo lepiej. Konsultowałem z naszym trenerem przygotowania motorycznego, powiedział, że to dobry pomysł – wyjaśnił pochodzący z okolic Barcelony piłkarz.

Zaznaczył, że mimo ograniczonego treningu utrzymuje dobrą formę i nie przytył.

Waga się nie zmieniła, fizycznie wszystko jest OK, tylko brakuje biegania z piłką po boisku. Po wznowieniu treningów te początkowe będą na pewno niełatwe – ocenił zawodnik grający w Piaście od sześciu lat.

Zauważył, że w jego ojczyźnie sytuacja wywołana koronawirusem jest trudniejsza.

Na szczęście moja rodzina mieszka w małej miejscowości. Jest tam spokojnie, nikt na razie nie choruje. Wszyscy mają domy, to zawsze lepiej niż mieszkanie. Mój tata jest rolnikiem i dlatego całe dni spędza na dworze. Mówił mi, że gdyby musiał zostać w domu, to by zwariował. Ale moi koledzy w Barcelonie czy Madrycie są w dużo gorszej sytuacji. Boją się zarażenia, wychodzą tylko do sklepu. Bardzo smutno wyglądają puste ulice miast, nie wiemy, kiedy wszystko ruszy – powiedział Hiszpan.

Zaznaczył, że chciałby dokończyć przerwany sezon ligowy.

Jednego dnia myślę, że go dogramy, następnego – że jednak nie. Polska jest w dużo lepszej sytuacji niż wiele innych krajów. Mam nadzieję, niedługo zaczniemy trenować w małych grupach, a w czerwcu moglibyśmy zagrać. To są pytania, które wszyscy sobie teraz zadają, ale nikt nie zna na nie odpowiedzi – stwierdził pomocnik.

Zaznaczył, że cały czas stara się z żoną gotować w domu.

W Gliwicach też rzadko wychodziliśmy do restauracji. Wolimy przygotowywać jedzenie w domu. Żona świetnie gotuje, ja… też. A hiszpańska tortilla przecież musi być – podkreślił Gerard Badia.

Reklama