Puchar Polski przepustką Legii do Europy
Legia ma już tylko matematyczne szanse na zajęcie miejsca na podium na finiszu rozgrywek Ekstraklasy. Dlatego Puchar Polski jest dla niej w tej chwili priorytetem. Zdobycie trofeum zapewni jej start w eliminacjach do fazy ligowej europejskich pucharów.
Legia wykorzystała błędy Ruchu
Faworyt nie zawiódł, ale też nie miał wysoko zawieszonej poprzeczki. Pierwszoligowiec starał ambitnie walczyć, jednak popełniał błędy, które w starciu z tak renomowanym rywalem grającym na co dzień szczebel wyżej nie uchodzą na sucho. Goście bardzo szybko objęli prowadzenie, bo już w 5. minucie spotkania do bramki "Niebieskich" trafił Kacper Chodyna.
Na drugiego gola dla swojej drużyny licznie przybyli na Śląsk kibice Legii nie musieli długo czekać. W 28. minucie podwyższył Marc Gual. Chorzowianie ponownie łatwo stracili piłkę na swojej połowie, a Hiszpan wykończył akcję kapitalnym uderzeniem z lewej nogi.
Legia "dobiła" Ruch po przerwie
Po przerwie legioniści nie forsowali tempa. Widząc słabości swoich rywali spokojnie kontrolowali przebieg wydarzeń na murawie i oszczędzali siły na kolejne czekające ich pojedynki.
Podopieczni Goncalo Feio nie przemęczali się, a mimo to zdołali strzelić jeszcze trzy gole. W 56. minucie Martina Turka pokonał Paweł Wszołek.
Czwartą bramkę dla przyjezdnych 79. minucie zdobył Ryoya Morishita, a w 84. minucie wynik spotkania na 5:0 ustalił Ilia Szkurin. To pierwszy gol Białorusina w barwach stołecznego zespołu.
Finał Pucharu Polski na PGE Narodowym
W finale Legia zmierzy się z Pogonią Szczecin, która we wtorek w Niepołomicach pokonała tamtejszą Puszczę 3:0. Obie drużyny w historii rozgrywek o Puchar Polski w finale spotkały się tylko raz. W 1981 roku Pogoń przegrała 0:1 z Legią Warszawa po dogrywce. Finał Pucharu Polski jest zaplanowany na 2 maja (ale może ulec ona zmianie, jeśli Legia pokonała Chelsea Londyn i awansuje do kolejnej fazy Ligi Konferencji). Mecz odbędzie się na PGE Narodowym w Warszawie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.