Z uwagi na pandemię koronawirusa, również w ostatniej rundzie kwalifikacji Ligi Europy nie ma meczów rewanżowych

Reklama

"Kolejorz" imponuje w obecnym sezonie LE. Do tej pory wygrał u siebie z łotewską Valmierą 3:0 oraz na wyjeździe ze szwedzkim Hammarby IF 3:0 i cypryjskim Apollonem Limassol 5:0.

W czwartek poprzeczka zawiśnie jednak najwyżej. Rywalem Lecha będzie bowiem na swoim stadionie lider belgijskiej ekstraklasy - Sporting Charleroi. Początek o godz. 19.

Od trzeciej rundy do LE dołączyła Legia, której nie powiodło się w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Już pod wodzą nowego trenera Czesława Michniewicza pokonała kosowską Dritę Gnjilane 2:0.

Czwartkowe spotkanie z Karabachem Agdam z Azerbejdżanu rozpocznie się o godz. 20.

Trener gości Gurban Gurbanow przyznał, że trudno skupić się jego drużynie na meczu w Warszawie.

"Nie jest łatwo myśleć o grze, gdy w kraju toczy się wojna. Powiedziałbym, że myśli każdego z nas są w połowie przy drużynie, a w połowie w kraju" - odparł szkoleniowiec, odnosząc się do trwającego konfliktu zbrojnego z Armenią o Górski Karabach.

Los sprzyja legionistom, bowiem we wszystkich czterech rundach kwalifikacyjnych (z czego dwóch w LM) mogli grać u siebie.

W środowy wieczór mistrz Polski poinformował, że jeden z członków sztabu Legii miał pozytywny wynik badania na koronawirusa. Jak dodano, czwartkowe spotkanie nie jest jednak zagrożone.

W pierwszej rundzie kwalifikacji LE odpadła Cracovia, a w trzeciej Piast Gliwice.

Losowanie grup zaplanowano na 2 października w Nyonie. Finał edycji 2020/21 ma się odbyć w Gdańsku.