To będzie też pierwsze spotkanie Roberta Lewandowskiego, po tym jak w czwartek wygrał plebiscyt FIFA na najlepszego piłkarza ostatniego roku. Takie wyróżnienie powinno go dodatkowo zmotywować. Polski napastnik Bayernu ma na koncie już 251 goli w Bundeslidze i goni drugiego w klasyfikacji wszech czasów Klausa Fischera - 268.

Reklama

Zwycięstwo Bawarczyków da im nie tylko pierwsze miejsce w tabeli, ale będzie też ukoronowaniem najlepszego roku w historii klubu. Od stycznia Bayern przegrał tylko jedno spotkanie o punkty. Wygrał 46. Takimi wynikami ekipa z Monachium jeszcze nigdy nie mogła się pochwalić.

Zadanie w sobotę będą mieli jednak niełatwe. Bayer jest jedynym zespołem w Bundeslidze, który w tym sezonie nie poniósł jeszcze porażki. To też nie jest ulubiony przeciwnik Lewandowskiego. Przeciwko żadnemu innemu klubowi w niemieckiej ekstraklasie, kapitan polskiej reprezentacji nie trafiał tak rzadko. Odkąd w zespole jest "Lewy", obie drużyny zmierzyły się w Bundeslidze 17 razy, kapitanowi polskiej kadry udało się trafić tylko w czterech meczach - w każdym po jednym golu.

Polak z dorobkiem 15 bramek jest liderem klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy. I na razie nie widać, by ktokolwiek mógł mu zagrozić. Drugi jest kontuzjowany obecnie norweski napastnik Borussii Dortmund Erling Haaland - 10.

Bardziej od linii ofensywnej martwi trenera Hansiego Flicka obrona. W 12 meczach Bayern stracił 18 goli, a w całych poprzednich rozgrywkach 32 w 34 spotkaniach. I to właśnie będą chcieli wykorzystać piłkarze Bayeru. Przemawiają za nimi też statystyki. Od 2010 roku "Aptekarze" przegrali tylko trzy z jedenastu spotkań u siebie z Bawarczykami. Teraz sytuacja jest nieco inna, bo nie pomogą im kibice.

Na remis w tym meczu liczy... RB Lipsk. Taki wynik spotkania na szczycie i ich wygrana z FC Koeln da im bowiem pierwsze miejsce w tabeli. Obecnie Lipsk ma tyle samo punktów co drugi Bayern i jeden mniej od Bayeru. Wydaje się, że zwycięstwo ze słabo dysponowanymi ostatnio piłkarzami z Kolonii jest tylko formalnością.

RB Lipsk może pochwalić się najlepszą obroną w Bundeslidze. Dotychczas stracili jedynie dziewięć bramek, czyli połowę mniej niż chociażby Bayern.

Pod wodzą nowego trenera Chorwata Edina Terzica do czołówki próbuje dobić się też Borussia Dortmund. Pierwszy mecz pod skrzydłami dotychczasowego asystenta Luciena Favrego ekipa z Zagłębia Ruhry wygrała, ale nadal do lidera traci sześć punktów. Teraz w piątek zespół, którego obrońcą jest Łukasz Piszczek, zmierzy się z Unionem Berlin, które nieoczekiwanie bardzo dobrze radzi sobie na podwórku niemieckiej ekstraklasy. Po 12 kolejkach zajmuje szóste miejsce w tabeli, ale w ostatnich tygodniach przechodzi kryzys.

Między Borussią a Unionem znajduje się VfL Wolfsburg. "Wilki" z Bartoszem Białkiem w składzie ponieśli w środę pierwszą porażkę w sezonie i spadli z czwartej na piątą pozycję. W niedzielę czeka ich starcie z siódmym VfB Stuttgart, którego piłkarzem jest Marcin Kamiński.

FC Augsburg bramkarza Rafała Gikiewicza i obrońcy Roberta Gumnego zmierzy się z Eintrachtem Frankfurt. A napastnik Herthy Berlin Krzysztof Piątek spróbuje strzelić swojego czwartego gola w sezonie w meczu z Freiburgiem.

Duże nadzieje mają znowu kibice Schalke Gelsenkirchen. Władze klubu postanowiły na ten ostatni mecz w Bundeslidze w tym roku zmienić trenera. Manuela Bauma zastąpił dobrze im znany Holender Huub Stevens. Cel jest jeden - wygrana w sobotnim spotkaniu z Arminią Bielefeld.

Schalke znajduje się bowiem w bardzo trudnej sytuacji. W środę po porażce u siebie z Freiburgiem 0:2 licznik kolejnych meczów bez zwycięstwa wskazuje już 28 i jest coraz bliżej do negatywnego rekordu Tasmanii Berlin, która w sezonie 1965/66 nie wygrała 31 spotkań z rzędu. Ekipa z Zagłębia Ruhry nie wygrała w Bundeslidze od... 17 stycznia, zamyka tabelę z dorobkiem zaledwie czterech punktów.

W historii Bundesligi po 12 kolejkach tylko osiem zespołów miało tak mało punktów. Jednej drużynie - Hamburgerowi SV udało się uniknąć wówczas spadku. Było to w sezonie 2016/17.

To będzie ostatnia runda w tym roku. Ale piłkarze długo nie odpoczną. Do pracy wrócą już 2 stycznia, bo Bundesliga z powodu pandemii później rozpoczęła rozgrywki, a ze względu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy musi je skończyć do 22 maja. A i tak w tej krótkiej przerwie władze ligi zaplanowały dla wszystkich dwa obowiązkowe testy na obecność koronawirusa.