Legia udanie rozpoczęła udział w kwalifikacjach Champions League, choć jej środowy mecz zniknął nieco w cieniu półfinałów mistrzostw Europy oraz sukcesu tenisisty Huberta Hurkacza, który awansował do półfinału wielkoszlemowego Wimbledonu.

Reklama

Tym niemniej mistrz Polski ma powody do zadowolenia przed rewanżem w przyszłym tygodniu, choć jeszcze rok temu miałby większe - wygrana 3:2 na wyjeździe premiowałaby polski klub do kolejnej rundy nawet w razie porażki 0:1 lub 1:2, ale od tego sezonu nie obowiązuje już reguła o "większej wadze" goli wyjazdowych. Każdy remis w dwumeczu skutkować będzie zatem dogrywką.

Legia objęła prowadzenie już w drugiej minucie spotkania. Wówczas Kacper Skibicki dośrodkował w pole karne, bliski skierowania piłki do siatki wślizgiem był debiutujący w warszawskim zespole Azer Mahir Emreli, ale ostatecznie akcję wykończył Brazylijczyk Luquinhas.

Emreli zdobył w końcu swojego gola w debiucie. W 41. minucie obrońcy gospodarzy nie potrafili wybić piłki po dośrodkowaniu Filipa Mladenovica z rzutu rożnego. Azer nie miał problemu z trafieniem do siatki z niewielkiej odległości.

Na przerwę Legia mogła więc zejść z dwubramkowym prowadzeniem, jednak chwila nieuwagi w obronie kosztowała ją utratę bramki w doliczonym czasie pierwszej połowy. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła skuteczną główką popisał się Erik Botheim, nie dając żadnych szans Arturowi Borucowi.

W 61. min jeszcze raz z dobrej strony pokazał się duet Skibicki - Emreli. Po przejęciu piłki w swojej strefie defensywnej Legia rozpoczęła kontratak. Piłka trafiła do Skibickiego, który posłał prostopadłe podanie między dwóch obrońców gospodarzy, a Azer wykorzystał sytuację sam na sam. Druga asysta Polaka, drugi gol piłkarza z Azerbejdżanu.

Kolejne fragmenty meczu należały jednak do gospodarzy, którzy zaczęli coraz bardziej spychać nastawioną na defensywę ekipę mistrza Polski. W 78. min wprowadzony po przerwie Pernambuco zmniejszył stratę na 2:3 i zanosiło się na to, że Bodoe/Glimt będzie miało okazję do doprowadzenia do remisu.

Zapędy mistrza Norwegii zahamował jednak jego piłkarz Morten Konradsen, także rezerwowy, który zobaczył dwie żółte kartki w odstępie niespełna kwadransa i musiał opuścić boisko. Wtedy legioniści oddalili grę od własnego pola karnego i utrzymali korzystny wynik.

Bodoe/Glimt - Legia Warszawa 2:3 (1:2).
Bramki: Bodoe/Glimt - Erik Botheim (45+1.), Pernambuco (78.); Legia - Luquinhas (2.), Mahir Emreli (41., 61.).
Żółte kartki: Bodoe/Glimt - Brede Moe, Morten Konradsen; Legia - Bartosz Kapustka, Artur Boruc, Filip Mladenovic.
Czerwona kartka: Bodoe/Glimt - Morten Konradsen (za dwie żółte).
Sędzia: Juxhin Xhaja (Albania).
Bodoe/Glimt: Nikita Haikin - Alfons Sampsted, Brede Moe, Marius Lode (88. Marius Hoeibraaten), Fredrik Andre Bjoerkan (41. Morten Konradsen) - Sondre Brustad Fet, Patrick Berg, Ulrik Saltnes - Hugo Vetlesen (69. Sebastian Tounekti), Erik Botheim, Lasse Selvaag Nordaas (46. Pernambuco).
Legia Warszawa: Artur Boruc - Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Mateusz Hołownia - Kacper Skibicki (83. Mattias Johansson), Bartosz Slisz, Andre Martins (84. Ernest Muci), Filip Mladenovic - Bartosz Kapustka, Mahir Emreli (79. Rafael Lopes), Luquinhas.