System był testowany po raz pierwszy przez Urugwajski Związek Piłki Nożnej, który ma nadzieję, że elektroniczne kary ułatwią i przyspieszą pracę sędziów. To rozwiązanie ma na celu zaoszczędzenie czasu przy odnotowywaniu upomnień i wykluczeń.
Sędzia ma dwa przyciski - żółty i czerwony
Urządzenie, przypominające telefon, jest lekkie i mieści się w kieszeni sędziego. Ma dwa przyciski - żółty i czerwony - wyjaśnił Varela w rozmowie z lokalną stacją radiową. Po naciśnięciu jednego z nich urządzenie automatycznie podświetla się na odpowiedni kolor i wyświetla numery wszystkich zawodników, spośród których można dokonać wyboru. To znacznie ułatwia nam pracę - dodał.
Sędzia określił nową technologię jako "cenną pomoc", która "będzie użyteczna jeszcze przez długi czas". W gruncie rzeczy chodzi przede wszystkim o zapewnienie przejrzystości i zaoszczędzenie czasu. Przyznał jednak, że zastąpienie tradycyjnych kartek nieco osłabiło unikatowy charakter futbolu.
Jedyną wadą widoczność decyzji arbitra
Tradycyjnie sędziowie muszą odnotowywać swoje decyzje na papierze, zanim wprowadzą je do systemu. Proces ten był jeszcze bardziej uciążliwy, zwłaszcza gdy mecze rozgrywano w deszczu. Dzięki innowacji dane są przesyłane w czasie rzeczywistym do platformy zarządzania statystykami zawodów.
Jedyną wadą, jaką do tej pory zidentyfikowano, jest widoczność decyzji arbitra dla widzów. O ile czerwoną kartkę dostrzec dość łatwo, o tyle żółta jest trudniejsza do zauważenia, zwłaszcza z większej odległości. Problem ten odnotowano już wcześniej podczas meczu testowego pomiędzy Defensor Sporting i Plaza Colonia - próba ta została ostatecznie uznana za nieudaną ze względu na zbyt słabą jasność.
Tym razem Varela nie napotkał takich trudności; już w 12. minucie pokazał żółtą kartkę zawodnikowi drużyny Rentistas. Później usunął z boiska dwóch graczy - po jednym z każdego zespołu – co dowiodło, że wszystkie funkcje systemu działają prawidłowo.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
