Od początku spotkania inicjatywa należała do Liverpoolu. W 20. minucie objął prowadzenie za sprawą trafienia Sadio Mane.

Reklama

Jednak jeszcze w pierwszej połowie goście popełnili dwa katastrofalne błędy w obronie. Najpierw tuż przed własnym polem karnym piłkę stracił Virgil van Dijk, co doprowadziło do gola Alexandre'a Lacazette'a. Później fatalnie piłkę wybił bramkarz Alisson Becker, a na listę strzelców wpisał się Reiss Nelson.

Po przerwie znów przeważali "The Reds", ale zmienić wyniku im się nie udało. Arsenal wygrał z Liverpoolem po raz pierwszy od kwietnia 2015 roku.

"Dominowaliśmy, a potem podarowaliśmy im dwa gole i ciężko było odrobić stratę. Dostaliśmy to, na co zasłużyliśmy. Nie można jednak zapominać, że mieliśmy świetny sezon. Zdobycie mistrzostwa to spełnienie marzenia" - powiedział Van Dijk.

Liverpool ma na koncie 93 punkty, a do zakończenia sezonu pozostały dwie kolejki. Arsenal jest dziewiąty.

W środę do spadku z Premier League przybliżyło się AFC Bournemouth, którego rezerwowym bramkarzem jest Artur Boruc. "Wisienki" czekało bardzo trudne zadanie, czyli wyjazdowy mecz z Manchesterem City. Ustępujący mistrzowie wygrali 2:1.

W pierwszej połowie bramki dla gospodarzy zdobyli David Silva i Gabriel Jesus. W końcówce honorowe trafienie zaliczył David Brooks.

Bournemouth otwiera strefę spadkową zajmując 18. miejsce. Do 16. West Ham United Łukasza Fabiańskiego i 17. Watfordu traci trzy punkty. Drużyny te rozegrały jednak o jeden mecz mniej.