Czesi przegrali mecz o wszystko
Tylko wygrana zapewniała Czechom awans do następnej fazy turnieju. Przed konfrontacją z drużyną Meksyku, która jako pierwsza zameldowała się w 1/16 finału, trener Miroslav Koubek dokonał trzech zmian w składzie w porównaniu do meczu z RPA (1:1). Do wyjściowej jedenastki wrócił Pavel Sulc, zwycięzca ubiegłorocznego plebiscytu na najlepszego czeskiego piłkarza. Zabrakło za to lidera, napastnika Bayeru Leverkusen Patrika Schicka.
Z kolei trener Meksyku Javier Aguirre pozwolił odpocząć kilku swoim podstawowym piłkarzom. Szansę dostał m.in. po raz pierwszy w turnieju najmłodszy uczestnik mistrzostw, 17-letni pomocnik Gilberto Mora. Określany jest mianem supertalentu meksykańskiego futbolu.
Meksykanie festiwal strzelecki zaczęli tuż po przerwie
Już pod koniec pierwszej połowy dobrze się bawiący meksykańscy kibice zaczęli skandować słynne "ole", choć tak naprawdę ich drużyna do tego czasu nie stworzyła ani jednej groźnej sytuacji do zmiany wyniku. Większą aktywnością wykazywali się Czesi, którzy -mogło się wydawać - rozgrywali najlepsze spotkanie w turnieju. Bramki jednak nie padały, a najlepszą okazję zmarnował Denis Visinsky.
Po przerwie Meksykanie podkręcili tempo. Pomocnik Luis Romo w środkowej strefie poradził sobie z trzema zbyt pasywnymi rywalami, a po efektownym rajdzie Mateo Chaveza gospodarze w 55, minucie objęli prowadzenie. Po kolejnych sześciu minutach kolejny atak "El Tri" dobitką zwieńczył Julian Quinones i było 2:0.
Meksyk może trafić na Anglię
Na początku ostatniego kwadransa na trybunach podniosła się wrzawa. Na boisku pojawił się bowiem 40-letni bramkarz Guillermo Ochoa. To jego szósty mundial, choć czwarty, w którym zagrał, i 154. występ w narodowych barwach.
Efektem coraz słabszej postawy czeskiej obrony było trafienie w czwartej minucie doliczonego czasu autorstwa Alvaro Fidalgo. Meksyk, który fazę grupową zakończył z kompletem punktów i bez straty gola, w 1/16 finale 30 czerwca zagra z jedną z drużyn sklasyfikowanych na trzecim miejscu. W przypadku wygranej 5 lipca również na Estadio Azteca może trafić na Anglię.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.