Mora jak Pele
Mecz rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem z powodu burzy. To pierwszy przypadek wymuszonej zmiany pory rozpoczęcia spotkania w MŚ 2026, ale już raz były kłopoty pogodowe. Potyczka Francji z Irakiem - 22 czerwca w Filadelfii - została przerwana przed rozpoczęciem drugiej połowy na dwie godziny z powodu ryzyka burzy.
W drużynie gospodarzy w pierwszym składzie wybiegł 17-letni pomocnik Gilberto Mora, zostając drugim najmłodszym zawodnikiem, który zagrał w meczu fazy pucharowej mundialu, po Brazylijczyku Pele w 1958 roku.
Meksykanie, którzy na zwycięstwo w fazie pucharowej mistrzostw świata czekali od 40 lat (czyli turnieju na ich terenie w 1986 roku), od początku meczu ruszyli do ataków. Bez większych kłopotów zepchnęli Ekwadorczyków do głębokiej defensywy, a efekty przyszły szybko.
47. gol w kadrze Jimeneza
W 22. minucie świetnie spisujący się w tej imprezie Julian Quinones dostał podanie na środku boiska, popisał się długim rajdem, który zakończył mocnym, precyzyjnym strzałem. Pochodzący z Kolumbii aktualny król strzelców saudyjskiej ekstraklasy zdobył swoją trzecią bramkę w turnieju.
Dziewięć minut później współgospodarze mundialu prowadzili już 2:0. Tym razem po błędzie defensywy Ekwadoru piłkę przejął doświadczony Raul Jimenez, podał do Quinonesa, który mu szybko odegrał, a były napastnik m.in. Benfiki Lizbona i Fulham Londyn oddał strzał w tzw. okienko.
To 47. gol w kadrze narodowej 35-letniego Jimeneza, który dzięki temu jest samodzielnym wiceliderem klasyfikacji najlepszych strzelców w historii reprezentacji Meksyku. Ustępuje tylko słynnemu Javierowi "Chicharito" Hernandezowi (52).
Hincapie "wyleciał" z boiska
W drugiej połowie Meksykanie grali spokojniej, nie forsowali tempa, ale rywale wciąż nie byli w stanie im poważnie zagrozić.
W doliczonym czasie gry na boisku zrobiło się nerwowo, głównie za sprawą Ekwadorczyków, którzy kończyli mecz w dziesiątkę. W 90+5. minucie czerwoną kartkę za zakrycie ust podczas słownej konfrontacji z rywalem zobaczył obrońca Arsenalu Londyn Piero Hincapie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.