Niemcy mieli przewagę, ale nic z tego nie wynikało
Zdecydowanymi faworytami byli Niemcy, ale Paragwaj mógł straszyć wynikami z eliminacji do mistrzostw świata, w których pokonał m.in. Argentynę (2:1) oraz Brazylię (1:0) i w 18 meczach stracił zaledwie dziesięć goli.
Początek spotkania mógł być zaskoczeniem dla kibiców, bo pierwsi do ataku ruszyli Paragwajczycy i stworzyli sytuację bramkową. Po rzucie rożnym w zamieszaniu w polu karnym strzelał Junior Alonso, ale źle trafił w piłkę i Manuel Neuer nie miał problemów z interwencją. I to było niemal wszystko, co zespół trenera Gustavo Alfaro zaprezentował w ofensywie w pierwszej połowie. Kolejny wypad zrobił dopiero tuż przed przerwą.
Wcześniej kibice oglądali mecz, który toczył się praktycznie na jednej połowie i była to połowa Paragwaju. Niemcy mieli zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, wymieniali mnóstwo podań, ale nic z tego nie wynikało. Ekipa z Ameryki Południowej dobrze się broniła, umiejętnie zagęszczała pole gry i czterokrotni mistrzowie świata bili głową w mur.
Tuż przed przerwą drugi raz większą liczbą piłkarzy zaatakował Paragwaj i wywalczył rzut rożny. Neuer wypiąstkował piłkę po dośrodkowaniu, ale Paragwajczycy ponowili atak i niepilnowany Julio Enciso trafił do siatki. Po stracie gola Niemcy rzucili się do ataków i mieli okazję doprowadzić do remisu, ale po strzale Felixa Nmechy i rykoszecie piłka minęła światło bramki.
Hevertz doprowadził do remisu
Obraz gry po przerwie się nie zmienił. Zespół Nagelsmanna był przy piłce, miał przewagę, ale nic z tego nie wynikało, bo Paragwaj mądrze się bronił. Niemcy nie mieli pomysłu, jak skruszyć mur rywali.
I wówczas na dochodzące dośrodkowanie z 30 metra zdecydował się Florian Wirtz, a Kai Hevertz lekko tylko trącił piłkę, ale to wystarczyło, aby wpadła do siatki. Orlando Gill był bez szans. Kilka chwil później świetną okazję miał wprowadzony w przerwie Leon Goretzka, ale w ostatniej chwili jego strzał z pola karnego został zablokowany. To jednak nie była zapowiedź szturmu na bramkę Paragwaju. Niemcy nadal przeważali, ale atakowali schematycznie, wolno i niewiele z tego wynikało.
Canale wykorzystał "piłkę meczową"
Ponieważ w podstawowym czasie więcej goli nie padło, sędzia zarządził dogrywkę. W niej Jonathan Tah po rzucie rożnym trafił do siatki, ale po analizie wideo arbitrzy dopatrzyli się faulu na bramkarzu Paragwaju. Im było bliżej końca dogrywki, tym więcej było przepychanek, fauli i brudnej gry.
Żadna z ekip bramki nie zdobyła i o awansie rozstrzygnęły rzuty karne. Już na początku powstrzymany został Havertz i za chwilę Paragwaj wyszedł na prowadzenie. W czwartej serii pomylił się Nick Woltemade, ale pomylił się też Antonio Sanabria i było 3:2 dla Paragwaju. Drugą piłkę meczową miał Fabian Balbuena, ale Neuer go wyczuł i był remis. Emocje sięgały zenitu, kiedy do piłki podszedł Jonathan Tah. Obrońca reprezentacji Niemiec huknął mocno i w trybuny. Trzecią piłkę meczową dla "La Albirroja" miał Jose Canale. Uderzył pewnie, dokładnie i sensacja stała się faktem.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.