Jaka była pani pierwsza reakcja, gdy dotarła do pani wiadomość o dymisji trenera Jerzego Matlaka?
- Byłam bardzo zdziwiona. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Nie dowierzałam, że to jest prawda. Powiedziałam sobie: +pożyjemy, zobaczymy+ i czekałam na kolejne informacje. To dziwne, że najpierw PZPS zatwierdził go do pracy w nowym sezonie, a potem go odwołuje, dlatego nie chciałam początkowo w to wierzyć.

Reklama

Długo trwało zanim trener Alojzy Świderek do pani zadzwonił?
- Nie. Jak objął stanowisko, skontaktował się ze mną i umówiliśmy się na spotkanie.

Nie miała pani wątpliwości w sprawie powrotu do kadry?
- Żadnych. Ja chciałam w niej grać, tylko najpierw musiałam też porozmawiać z trenerem.

Dlaczego wybrała pani Legionowo na miejsce przygotowań do gry w reprezentacji?
- Zostałam skierowana tutaj przez sztab szkoleniowy PZPS i mam uczestniczyć we wczesnych przygotowaniach. Do kadry dołączę od razu po rozgrywkach World Grand Prix.

Jak w tej chwili czuje się pani fizycznie?
- Miałam trochę przerwy, od siatkówki odpoczywałam trzy miesiące. Jeździłam na rowerze, chodziłam na siłownię, ale to nie jest to samo. Teraz strasznie się męczę i cierpię. Dobrze, że nikt mnie nie widzi i mogę w spokoju sobie pocierpieć. Treningi są dwa razy dziennie, rano indywidualnie siłownia, a po południu piłki z grupą.

Jakie pani wiąże nadzieje z powrotem do reprezentacji?
- Chciałabym, żeby była odpowiednia atmosfera, dobra praca i co za tym idzie - wyniki, na które czekają polscy kibice. Mamy fajną grupę i jeśli tylko każda z nas będzie bardzo ciężko pracowała, dobry rezultat może przyjść już w jesiennych mistrzostwach Europy w Serbii i we Włoszech. Musimy wszystkie zrozumieć, że bez pracy niczego nie osiągniemy. Tu chodzi też o naszą mądrość i inteligencję, byśmy umiały coś razem stworzyć i jak najbardziej się zgrać, bo o wyniku decyduje zespół, a nie jednostki.

Ogląda pani poczynania swoich koleżanek w World Grand Prix?
- Tak. Na pewno nie chcę ich oceniać, bo od tego są szkoleniowcy i osoby na odpowiednich stanowiskach. Ale miło patrzy się na to, że mają uśmiech na twarzy, widać, że są zaangażowane i zmotywowane. Ostatni okres przetrenowały solidnie. Musimy wziąć też jednak pod uwagę, że w Polsce nie gra się łatwo. Dla niektórych zawodniczek są to pierwsze występy w narodowych barwach, one są spięte. Na trybunach jest mnóstwo kibiców, rodzin, znajomych. Wszystkie chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Drugi turniej, który rozpocznie się w piątek w Zielonej Górze, powinien być dla nich już łatwiejszy. Pierwsze koty za płoty i teraz pokażą na co je stać. Jak tylko się rozprężą i zagrają swoje, mogą osiągnąć znakomite wyniki.

Jaka jest różnica między grą w klubie (od nowego sezonu Skowrońska-Dolata będzie występowała w chińskim Evergrande Volleyball Kanton), a w reprezentacji?
- Ogromna. Reprezentacja trwa trzy, cztery miesiące i koniec. W klubie sezon potrafi trwać nawet osiem. Inaczej trzeba w związku z tym pracować i w inny sposób przygotować swoje ciało. W kadrze wszystko jest skumulowane. Intensywność grania jest znacznie większa. Występy w reprezentacji wiążą się również z innymi emocjami. Gdy jest odgrywany hymn, na całym ciele pojawia się gęsia skórka. Na to się czeka przez cały rok.

Reklama

Wierzy pani w awans tak odmłodzonej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie?
- Musimy zrobić kawał dobrej roboty i uwierzyć, że jesteśmy w stanie. Jak będziemy się nad tym zastanawiać, to nic dobrego to nie wróży. Wahania i wątpliwości mogą trafić do głowy i wtedy będzie ciężko. Wiara i pewność siebie potrafią zdziałać cuda. Musimy sobie jasno powiedzieć, że się da i to jest naszym celem i tylko pod tym kątem się skupiać. Wszystko wyjdzie jednak na bieżąco. Na dzień dzisiejszy wierzę, że się uda, ale to jest tylko sport.

Zapewne słyszała pani o zamieszkach w Londynie. Czy według pani to stanowi jakieś zagrożenie dla igrzysk?
- A Puchar Świata jest w Japonii, gdzie niedawno było trzęsienie ziemi. Jest mnóstwo sytuacji, na które nic nie możemy poradzić. To jest życie i jeśli władze wszystko dobrze zorganizują, to na pewno nic złego nam się nie stanie.